2010-09-15, 06:45 | Pieniądze + styl życia
Ninja, hamburger i internet
To nie pierwszy na świecie tego typu projekt. W Stanach Zjednoczonych już od paru lat koncerny przeczesują internet w poszukiwaniu poczytnych blogów, z pomocą których można skutecznie dotrzeć do potencjalnej grupy docelowej. Komunikacja z internautami jest bardzo istotna, ponieważ informacja (szczególnie ta zła) bardzo szybko rozchodzi się po sieci i z pozoru błaha sprawa może zaważyć na decyzji “kupić A, czy B?” tysięcy klientów.
Oprócz blogerów, którym ich czytelnicy ufają, są też tzw. “social media experts”. Ci specjaliści ds. mediów społecznościowych, nieformalnie znani jako “social media ninjas”, to młodzi ludzie, którzy nie znają życia bez internetu, za to świetnie się po sieci poruszają. Firmy zatrudniają ich, aby przez cały dzień monitorowali blogosferę i natychmiast reagowali na potencjalnie szkodliwe informacje.
Mając odpowiednie narzędzia można stworzyć informacyjny szum, który zagłuszy lub przynajmniej wyciszy negatywny komunikat wysyłany w sieć. Oczywiście nie można zagłuszać w nieskończoność, ale można w ten sposób kupić trochę czasu, aby zareagować mógł zarząd firmy. Zaprezentowane na firmowym kanale na YouTube stanowisko prezesa odpowiadającego na konkretne zarzuty padające ze strony konsumentów może ich uspokoić.
Pamiętacie scenę z Fight Club, w której Tyler Durden (Brad Pitt) opowiada głównemu bohaterowi granemu przez Edwarda Nortona o wyliczeniach prowadzonych przez jednego z producentów samochodów? Zarząd firmy kalkulował, czy taniej będzie naprawić usterkę, czy płacić odszkodowania dla rodzin ofiar wypadków spowodowanych tą usterką. Kiedyś, zanim o takich rachunkach dowiedziała się opinia publiczna, mijały lata. Dziś w parę dni historię rozczarowanego konsumenta może poznać cały kraj, a nawet cały świat.
Gość
Komentarze (5)
Ktoś chyba spał na filmie...