2010-09-18, 06:45 | Margines
CIA pozdrawia z Paryża
Travolta gra w nim asa amerykańskiego wywiadu, niejakiego Waxa, który zostaje wysłany do miasta miłości z tajną misją. Przypakowany Wax, o spojrzeniu wściekłego buldoga budzi respekt i raczej nie zachęca do przyjaznej interakcji. Uśmiecha się tylko, gdy może komuś przylać i prędzej da nam po gębie niż porozmawia niezobowiązująco o pogodzie. Trudno zresztą konwersować o spadku ciśnienia, gdy słownictwo interlokutora sprowadza się do swojskiego „fuck” w 40 odmianach. Jego partnerem zostaje James Rees (znany z Dynastii Tudorów Jonathan Rhys Meyers), koleś, dla którego żywiołem jest small talk, a zabijanie traktuje jako barbarzyństwo i zło konieczne. James i Wax to para fatalnie dobrana. Jednak jeśli się nie dogadają i w ciągu 48 godzin nie wypełnią niebezpiecznej misji, zginą w towarzystwie połowy ziemskiej populacji. Wax będzie musiał więc nieco się zsocjalizować, zaś James przekonać do przemocy.
Reżyserią widowiskowej pocztówki z Paryża został Pierre Morel (m.in. Uprowadzona), zaś producentem jest sam Luc Besson. Z pozyskaniem Travolty nie mieli żadnego problemu – „Zawsze pociągają mnie postaci, których wcześniej nie grałem. Zachowanie Waxa jest tak oburzające, że pomyślałem, że fajnie byłoby wcielić się w kogoś tak odmiennego ode mnie. Wax jest świetnym fachowcem, który może pozwolić sobie na odstępstwa od regulaminu. Kolejnym atutem była współpraca z genialnymi filmowcami – Lukiem Bessonem i Pierrem Morelem, który zaledwie kilkoma filmami udowodnił, że świetnie radzi sobie z takim repertuarem” wyznał gwiazdor. Swojemu partnerowi nie szczędzi komplementów z kolei Rhys Meyers – „Znakomicie bawiliśmy się na planie, bo Travolta jest bardzo szczodrym, ciepłym człowiekiem. Dzieli się wieloma doświadczeniami, które zdobył na planie filmowym, ale będąc prawdziwą aktorską ikoną, pozostaje niezwykle otwartym, szczerym facetem. Gdy Reese poznaje Waxa, jest zaskoczony jego odmiennością. Sam jest elegancko ubranym urzędnikiem, a jego partner wygląda jak harleyowiec z Florydy. W odróżnieniu od Reese’a, nie spodziewałem się niczego konkretnego po spotkaniu z Travoltą. Powodzenie filmów takich jak Pozdrowienia z Paryża zależy od chemii, jaka wytwarza się między aktorami. Mieliśmy szczęście, że przypadliśmy sobie do gustu i to widać na ekranie”.
W Pozdrowieniach z Paryża pojawia się także polski akcent – jedną z głównych ról gra nasza rodaczka, piękna Kasia Smutniak. Jak poradzi sobie z grubiańskim Waxem i gapciowatym Reesem? „Moje sceny z Johnem polegały głównie na bieganiu, skakaniu z dachów i okazało się, że dały mi wiele frajdy. Z Jonathanem musieliśmy odegrać głębszą więź, która łączy naszych bohaterów. Od początku zaiskrzyło między nami, więc wspólna gra nie nastręczyła żadnych kłopotów” opowiada Smutniak. I jak Wam się podoba?
Pozdrowienia z Paryża, reż. Pierre Morel, wyst. John Travolta, Jonathan Rhys Meyers, Kasia Smutniak, dystr. Monolith
Gość
Komentarze (5)