2010-09-25, 07:30 | Po prostu życie
Gaz a nasze płuca
Jako odbiorca indywidualny, grzejący swoje cztery litery coraz droższym gazem, rzeczywiście nie mogę czuć się bezpieczny, chociaż akurat to nie ciągłość dostaw niebieskiego paliwa mnie martwi. Bardziej chodzi o mojego sąsiada i wielu jemu podobnych rodaków.
Być może pamiętacie, że jeszcze parę lat temu spacer w chłodny, jesienny czy zimowy wieczór mógł być przyjemny (o ile nie padało). Płuca można było napełnić czystym, zimnym powietrzem. Było pięknie! Przynajmniej w mieście. Dziwiła mnie za to podejrzanie często występująca nad podmiejskimi terenami mgła. Dopiero kiedy wysiadłem z samochodu w jednej z podwarszawskich miejscowości, zrozumiałem, że to smog. Ludzie palą czym popadnie, a gęsty, gryzący dym wisi nad okolicą. Zamiast spaceru lepiej wypalić paczkę popularnych. Efekt będzie podobny.
Niestety z czasem ten niemiły zwyczaj dogrzewania domów jednorodzinnych przy pomocy wszystkopalących pieców dotarł także na przedmieścia. Ludzie borykający się z fluktuacjami kursu franka szwajcarskiego nie widzą nic złego w paleniu w piecu starą klepką, boazerią zdemontowaną podczas remontu, o mniej drewnopodobnych śmieciach nie wspominając.
Oczywiście palenie śmieciami jest zabronione, ale drewnem już nie. Niestety granica między pokrytą lakierem i smołą starą klepką podłogową a drewnem kominkowym jest trudna do zdefiniowania. Dlatego służby porządkowe niechętnie zajmują się sprawą, a policja wręcz odradza podejmowanie kroków przeciwko trującym sąsiadom. Jako osoba, której czyjś dym przeszkadza, mogę wkroczyć w asyście policji do domu sąsiada, policja może nakazać wygaszenie pieca, a następnie poddanie jego zawartości analizie, co potrwa, a w sumie nie wiadomo, czy zawartość drewna w drewnie okaże się wystarczająco niska, aby zakazać palenia. Poza tym już widzicie, jak sąsiad “biedny emeryt” pozwala pozbawić się jedynego źródła ciepła w zimie, prawda?
Straż miejską czy policję najlepiej wzywać do buchających siwym, gryzącym dymem kominów. Ale truciciele się wycwanili i działają uderzeniowo, najlepiej późno w nocy. Kwadrans palenia śmieciami w piecu i ciepła starczy do rana, kiedy wychodzi się do pracy. Zanim dojedzie straż miejska, dym będzie wisiał w powietrzu, ale z czyjego komina wyszedł? Tego nie wiadomo. A przecież nie będziecie chodzić po nocy po sąsiadach w poszukiwaniu dogasającego kotła.
Na razie Polska ma nadwyżki emisji CO2 i specjalnie nie martwi się inwestycjami w ekologiczne technologie. Polak potrafi i sam się ogrzeje. A jak jest zimno, to lepiej trzymać zamknięte okna i nie pałętać się nocą po ulicach. Zaoszczędzi się energię cieplną i uniknie przeziębienia.
Gość
Komentarze (8)
Bo nie wolno pisać prawdy !!
A co myślisz, że w Niemczech są inne zasady?. Mylisz się Niemcy też tak robią, bo pieniądz to jest pieniądz i rządzi nie tylko światem ale i postępowaniem ludzi !!!
POLSKI PROBLEM =BRAK SEGREGACJI ODPADÓW! wystarczyłoby wprowadzić kaucje np.1 zl przy zakupie, +2 pojemniki na odpady suche i mokre i np. wszystkie puste opakowania trafiałyby z powrotem do sklepów, a podzielone na 2 pojemniki odpady mokre (żywnościowe, trafiałyby do kompostowania) a suche (pozostałe trafiałyby do segregacji, i odzysku). Obecne przemieszanie śmieci powoduje ze surowce do odzysku są brudne i zniszczone.
Gdyby np. była kaucja za różne opakowania, butelki otp. to ludzie sami by je odnosili z powrotem do sklepów np. puszki ciężko znaleźć - dużo ludzi zbiera puszki bo im się to opłaca (3 zł za kg).