2010-09-27, 07:01 | Po prostu życie
Problemy z demografią? Cherchez la femme
Z makroekonomicznego punktu widzenia wszystko jest jasne. Ktoś musi zarabiać na naszą emeryturę. Tak było od lat i nikt w to nie wątpi. Problem polega na tym, że po pierwsze, dzięki rozwojowi medycyny zaczęliśmy żyć dłużej, a po drugie, zmiany kulturowe sprawiają, że na dzieci decydujemy się późno, mało, lub wcale.
Natura tak skonstruowała kobietę i mężczyznę, aby ci mogli pełnić pewne funkcje. To znaczy kobieta rodzi dzieci, a mężczyzna kobietę i dzieci żywi oraz chroni. Feministki mogą chodzić na polowania i zapisać się na krav magę, ale nieprzypadkowo problemy ze starzeniem się społeczeństwa pojawiły się stosunkowo niedawno, to jest odkąd kobiety masowo ruszyły na studia i z sekretarek zmieniły się w szefowe.
Szczyt możliwości rozrodczych kobiety przypada mniej więcej w chwili, kiedy ta zbiera się za pisanie pracy magisterskiej, a to nie sprzyja prokreacji. Później jest jeszcze gorzej, bo świeżo upieczona Pani Magister chciałaby rozpocząć karierę zawodową lub nie daj Boże pisać doktorat. Z gromadką dzieci u boku jest to zadanie trudne.
Kiedy więc mieć dzieci? Wczesne rodzicielstwo zalatuje nam patologią, z kolei późne jest niebezpieczne dla przyszłej matki i dziecka. W dodatku skoro mamy teraz dwa razy tyle pracowników (mężczyźni PLUS kobiety), to zmienia się ekonomika zatrudnienia, trzeba szukać oszczędności i kiedy pracuje tylko jedno z rodziców, to raczej rodziny 2+2 (o 2 + więcej nie wspomnę) nie wykarmi i nie wychowa na wielkich ludzi.
No właśnie… Czy wszyscy musimy wychować dzieci na wielkich ludzi? To też element ewolucji. Chcemy, aby nasze dzieci miały lepiej od nas. Kiedyś wystarczyło, jeśli miały więcej dzieci i przeżyły dłużej niż rodzice. Potem zaczęło się wydawanie córki za najlepszą partię we wsi, a syn szedł na czeladnika do piekarza.
Dziś głupio byłoby zabronić córce iść na studia i zmusić ją do rodzenia dzieci. Lepiej posłać ją do pracy, żeby nie sfiksowała w domu, jak jej matka.
Gość
Komentarze (82)