2010-10-11, 14:00 | Po prostu życie
Znaczy kapitan
Kto może być kapitanem? Na pewno osoba mająca posłuch w drużynie, stanowiąca wzór dla innych sportowców danej dyscypliny. Zwykle drużyna wybiera najstarszego gracza w drużynie albo - w przypadku reprezentacji - o najdłuższym stażu. W polskiej reprezentacji Michał Żewłakow właśnie zagrał setny mecz i pod względem ilości rozegranych spotkań zrównał się z Grzegorzem Lato. Jest więcej niż prawdopodobne, że na setce się nie skończy.
Niewielu zawodników pełniło funkcję kapitana w sposób zapadający w pamięć. Najczęściej przychodzącymi na myśl są zawodnicy, którzy pełnili funkcję przez długi czas. Ale tylko kilku było wybitnymi jednostkami. Jako że najbardziej spektakularne przykłady stanowią piłkarze nożni, o nich będzie w tym tekście.
Nie pamiętam z racji wieku lat 50-tych, 60-tych. Dopiero dzięki przekazom telewizyjnym kojarzę mecze z lat 70-tych. Pierwszym kapitanem, który rządził i dzielił także poza boiskiem, był Niemiec Franz Beckenbauer. W latach 1965 – 1977 w reprezentacji RFN rozegrał 103 mecze. Z drużyną narodową zdobył tytuł mistrza Europy w 1972 roku oraz mistrza świata w 1974 roku. Był jednym z fundamentów Wunderteamu, który na wodnistym boisku w Stuttgarcie pokonał Polskę 1:0.
Na boisku „Kaisera” cechowała elegancja, perfekcja w odbiorze piłki i nienaganna technika:
Po zakończeniu kariery Beckenbauer święcił triumfy jako trener reprezentacji, z którą zdobył wicemistrzostwo świata w 1986 roku i mistrzostwo 1990 roku. Obecnie pełni rolę prezydenta Bayernu Monachium.
W tych samych latach 70. rolę kapitana pełnił w polskiej drużynie Kazimierz Deyna. Legendarny ”Kaka” osobowością i talentem przewyższał nie tylko kolegów z zespołu, ale prawie każdego z przeciwników. Nie jest nadużyciem określenie go jako piłkarskiego geniusza. Z piłką potrafił robić cuda.
Do annałów polskiego futbolu przeszły gole strzelone Węgrom w finale olimpijskim w 1972 roku, Włochom na mundialu w 1974 roku, Portugalii bezpośrednio z rzutu rożnego w eliminacjach do MŚ Argentina 78.
Polska - Portugalia 1:1 - 1977
Załadowane przez: www_deyna_info. - Obejrzyj najnowsze wideo
Polska - W�ochy 2:1 - World Cup 1974 Poland - Italy 2:1
Za�adowane przez: www_deyna_info. - Wiadomo�ci wideo z ca�ego �wiata
Niestety Kazika, jak go określali koledzy z boiska, pamięta się też z powodu niewykorzystania karnego w meczu z Argentyną. Smutne, że poza boiskiem jego życie potoczyło się zupełnie inaczej. Z daleka od prawdziwej piłki.
W latach 80. najbardziej wyróżniającym się kapitanem był Francuz, Michel Platini. W 1984 roku z „Tricolores” zdobył Mistrzostwo Europy. Jego popisowym zagraniem były gole strzelane z rzutów wolnych. Znaczenia dla reprezentacji trudno przecenić. Można śmiało powiedzieć, że bez jego goli Francja nie zdobyłaby złota. Wystarczy obejrzeć skrót meczu półfinałowego Francja - Portugalia.
Na boisku imponował walecznością, zadziornością, doskonałym przeglądem pola i nienaganną techniką. Był prawdziwym przywódcą. Po zakończeniu kariery w 1987 roku nie spoczął na laurach, odcinając kupony od sławy. Po nieudanej przygodzie z prowadzeniem kadry Trójkolorowych w latach 1988 – 1992, poświęcił się pracy działacza i obecnie pełni rolę prezydenta UEFA.
Lata 90-te są dla mnie nierozerwalnie związane z piłkarzem, który opaskę kapitańską zakładał w klubie i reprezentacji. Włoch Paolo Maldini był wierny przez 25 lat jednemu klubowi AC Milan, a w reprezentacji Italii rozegrał 126 meczy. Z klubem zdobył trzykrotnie Puchar Europy, z drużyną narodową na mundialach w 1990 i 1994 roku zajął odpowiednio 2. i 3. miejsce. Przez 2 dekady „tifosi” włoscy nie mogli sobie wyobrazić Milanu i włoskiej jedenastki bez Maldiniego. Tak jak w latach 70. Niemcy kojarzeni byli z Beckenbauerem, tak Włosi nie byli drużyną bez Maldiniego. Jeśli Włosi mają jakiemukolwiek piłkarzowi wystawić pomnik (nie jestem pewien, czy już nie stoi), należy się on z pewnością Paolo.
Wreszcie pierwsza dekada XXI wieku, wg mnie sportowo i marketingowo zdominowana przez Anglika Davida Beckhama. Specjalista w strzelaniu goli z rzutów wolnych, najlepiej ułożona stopa świata – to z racji kilkudziesięciometrowych idealnych podań do partnera, Beck był w reprezentacji Albionu liderem biorącym ciężar gry na siebie w najtrudniejszych momentach. Pamiętacie mecz z Grecją, który decydował o angielskim awansie do MŚ w Korei i Japonii w 2002 roku? Tak strzelają tylko najlepsi.
Wracając do Michała Żewłakowa: chwalebne, że zagrał 100 razy w reprezentacji, chwalebne, że przez ponad 10 lat nie zszedł poniżej przyzwoitego poziomu, chwała mu za 2 mundiale i jedno EURO. Należy do nielicznego grona piłkarzy, którzy posługując się poprawną polszczyzną mają coś ciekawego do powiedzenia poza wyświechtanymi frazesami. Jego umiejętność przyznania się do winy za przegrany mecz jest również godna pochwały. Ale obawiam, się że po latach zamiast dobrych występów w obronie, będziemy pamiętać jego fatalne podanie do Artura Boruca w Belfaście, które było początkiem końca białoczerwonych nadziei na awans do MŚ w RPA.
Pozostaje nadzieja, że za 2 lata, jak Bozia da zdrowie, będzie można pana kapitana postawić w jednym szeregu z ww. kolegami po fachu. Tylko jest warunek. Pozostałych 10 kolegów musi się poziomem też dopasować.
Gość
Komentarze (4)