2010-11-05, 14:00 | Margines
Onanoterapia
Badacze zagadnienia z całego świata zwarli szyki z powodu pewnej damy – Christine O’Donnell. Pani ta w latach 90. wsławiła się ognistą krucjatą przeciwko erotycznemu samodoskonaleniu, rozsiewając pogłoski jakoby masturbacja prowadziła do impotencji, bezpłodności oraz chorób genetycznych u potomstwa. Swoje przypuszczenia opierała głównie na Biblii, w której wyczytała, że ręczna eksploatacja organów płciowych prowadzi do ich zużycia. A to z kolei sprawia, że trudniej o dzieci, co zdaniem pani O’Donnell jest sprzeczne z prawami boskimi. W trosce głównie o penisy, które ponoć najszybciej tracą pożądane właściwości amerykańska wojowniczka wystąpiła nawet w MTV, gdzie przekonywała naród, by nie używał dłoni w niecnych celach. Dziś już prawie nikt tego nie pamięta i wielu sądziło, że O’Donnell dała w końcu za wygraną. Jednak zmora onanistów powróciła i najpierw domagała się prezesury w Instytucie Kinseya (znanym z prowadzenia przełomowych badań na temat zachowań seksualnych ludzi), a teraz startuje w wyborach do Senatu. Nie wiadomo, czy jej szanse na zwycięstwo są duże, jednak znawcy masturbacji i jej dobroczynnych skutków postanowili zadziałać nim dojdzie do nieszczęścia.
W intencji wolności seksualnej, również tej wyrażanej w pojedynkę rozpoczęto publikację raportów obalających dawne tezy O’Donnell. Nie są to wyssane z palca lub świętych ksiąg brednie, ale tezy o podłożu naukowym. Patrząc na zagadnienie z być może mało romantycznego, ale jakże praktycznego punktu widzenia, masturbacja pomaga utrzymać organy płciowe w dobrej kondycji i stałej gotowości do prokreacji. U osobników męskich pomaga z kolei oczyszczać je z bezużytecznej spermy, a w konsekwencji wspomaga wytwarzanie młodego, zdrowego i cenniejszego nasienia. Dlatego naukowcy nazywają czasem masturbację także „fitnessem dla spermy”. W ślad za tą teorią poszła hipoteza, że być może jest to także męski sposób na zaprezentowanie swoich walorów. Skoro wybranek, mimo regularnego pożycia, ma jeszcze siłę na samodzielne zabawy, musi być jurnym i płodnym osobnikiem. W oczach dam, czy to z gatunku szympansa, słonia, czy człowieka, urasta do rangi największego macho w stadzie. Ostatnia z teorii wskazuje, że masturbacja, poprzez funkcję higieniczną wspomaga oczyszczanie organizmu nie tylko z felernego nasienia, ale także zarazków, bakterii i wirusów, zgodnie z zasadą „W jurnym ciele, zdrowy duch”. Proceder zresztą dotyczy nie tylko osobników męskich, ale także samic. Badacze zaobserwowali wielką fantazję choćby u orangutanic, które tworzyły dildo z poskręcanych lian.
Czy pani O’Donnell da się przekonać dowodom naukowym? Śmiem wątpić. Na szczęście, jeśli wierzyć badaczom to właśnie ona jest na przegranej pozycji. Większość naukowców uważa bowiem, że masturbacja jest jednym z zachowań dostosowawczych u większości gatunków. Co to znaczy? Że przetrwały i lepiej rozmnażały się te gatunki zwierząt, które z takiego mechanizmu skorzystały. Christine O’Donell do nich się nie zalicza.
Gość
Komentarze (22)
tak samo jak koszatniczki xD
POTWIERDZAM,SAMO ZDROWIE I PRZYJEMNOSC!!! ROZLADOWUJE SWIETNIE STRES,ROWNIEZ KIEDY NIE MAMY PARTNERA W DANEJ CHWILI...
Na stojąco robią sobie loda;))) gdyby faceci mogli się tak schylic na pewno tez by to dobie robili ustami hahaha:))))
i problemów z prostata
a po pierwsze taoiści nie zalecają masturbacji a nawet zalecają sie powstrzymywać od wytrysków
bo to skraca życie