2010-11-06, 07:31 | Pieniądze + styl życia
Drogie dzieci…
Raz na jakiś czas chyba wszystkim zdarza się wdać w dyskusję pt. “mieć dzieci, czy nie mieć?” Większość (choć uczciwie przyznam, że nie wszyscy) rodziców zachwala posiadanie potomstwa, podczas gdy bezdzietni zwykle uprzejmie się uśmiechają i zastanawiają, za ile minut będzie już wypadało grzecznie wyjść.
Bywają jednak przypadki, kiedy do gry zaczynają wchodzić rzeczowe argumenty. Ponieważ racjonalnemu człowiekowi trudno wygrać z zaletami bezdzietności, takimi jak brak zobowiązań, cisza i imprezy o dowolnej porze dnia i nocy, podróże w niebezpieczne i nieprzyjazne dla dzieci miejsca, czy posiadanie dwóch samochodów nieprzystosowanych do przewożenia dzieci i motocykla, pada koronny argument za rozmnażaniem się (wypowiedziane z wyrzutem): “a kto ci na starość poda szklankę wody?!”
Przy odrobinie szczęścia uczyni to biuściasta pielęgniarka w przykusej spódniczce, ale o tym za chwilę.
Przede wszystkim rozumiem, że dziecko może rodziców uszczęśliwiać. Nie wszyscy przedstawiciele pokolenia “jakoś to będzie” zaliczyli wpadkę. Niektórzy zdecydowali się na dziecko i nawet je zaplanowali. Czasem, kiedy dzieciak sąsiadów się uśmiechnie, jestem skłonny przyznać, że wartości takie chwili nie da się przeliczyć na pieniądze. Oczywiście kiedy sąsiedzi położą dziecko spać, chętnie wpadają za ścianę odpocząć od swojego szczęścia, ale to już inna kwestia.
Dziecko kosztuje. Według cytowanych wszędzie ostatnio wyliczeń Centrum im. Adama Smitha, koszt wychowania dziecka do 20. roku życia to przynajmniej 160 tysięcy złotych. Podkreślam słowo przynajmniej, bo kolega z pracy wydał 15 tysięcy na samą ciążę swojej żony, a dodam, że ciąża nie była w żaden sposób zagrożona. Ot, prywatna opieka zdrowotna, zalecane badania, ćwiczenia, witaminy. Dodajmy do tego wyprawkę i 10 procent kwoty wyliczonej przez ekspertów mamy przed narodzeniem największego szczęścia, jakie może spotkać człowieka.
A tak podlicza to nasz czytelnik w komentarzu do tekstu „Problemy z demografią”:
„Mamy 3 wspaniałych dzieciaków. Polityka prorodzinna państwa (raczej wstecznictwo). Becikowe - raz dla dziecka - ładnie wygląda starcza na " nic". Książki do szkoły - co roku nowe - popieramy wydawców. Porządne buty 200 - 300 para zimówek. Kurtka 200 zł. Wejście gdziekolwiek płatne dla każdego. Za to wszystko zapłacisz kartą. Wyciąg z konta i twoja mina bezcenne. Ale dajemy radę [...]”
Oczywiście CAS brało pod uwagę średnią krajową, a nie warszawską klasę średnią. Według moich prywatnych wyliczeń, gdybym dorobił się dziecka, wydawałbym na nie średnio około tysiąca złotych miesięcznie. Wiadomo - czasem potrzebny jest wózek, a czasem tylko (lub aż!) pieluchy. Czasem dziecko przechodzi cały sezon w jednych butach, a czasem nie. Czasem trzeba zapłacić za dodatkowe lekcje języka obcego, itd. To daje 12 tysięcy rocznie, razy 20 lat i mamy 240 tysięcy złotych.
A dziecko (czy w tym wypadku młody-dorosły człowiek) powinno w tym czasie być na studiach. Może znajdzie już jakąś dorywczą pracę, ale zarobki wystarczą na piwo i podstawowe narkotyki, ale nie na utrzymanie się. A mieszkanie? Tu wypadałoby poratować młodego człowieka przynajmniej 10-20-procentową wpłatą własną pod kredyt, przy założeniu, że ów młody człowiek ma już jakieś stałe dochody. Czyli jeszcze ze 60 tysięcy dla równego rachunku. Mamy już 300 tysięcy i modlimy się, aby młody człowiek okazał się zaradny (albo dobrze wydał się za mąż) i stanął na nogi, bo za kolejnych 20 lat to on(a) ma zacząć nam pomagać na emeryturze, na którą nie bardzo z czego miałem odkładać, bo wszystko ładowałem w (jak to mawia moja Szanowna Rodzicielka) “złotego cielca”.
A teraz przyjmijmy, że przez 20 lat odkładam po tysiąc złotych miesięcznie na lokatę, czy fundusz emerytalny. Przyjmuję roczną stopę wzrostu na poziomie 5 procent, chociaż są zapewne wśród was i tacy, którzy potrafią swoje pieniądze pomnażać w tempie 15-20 procent rocznie. Ale ja przyjmuję założenia “konserwatywne”. Albo jestem po prostu słabym inwestorem.
Na studiach (te też kosztują) liznąłem coś niecoś z dziedziny finansów. Dowiedziałem się na przykład o wzorze na obliczenie przyszłej wartości pieniędzy wpłacanych w ratach. Oczywiście wzoru nie pamiętam, ale od czego są internetowe kalkulatory. Ustalmy kapitalizację miesięczną i wychodzi nam ponad 411 tysięcy złotych. Oczywiście do emerytury jeszcze trochę nam zostało, więc powiedzmy, że chcemy przez kolejnych pięć lat dokładać jeszcze po tysiąc złotych miesięcznie, żeby dojść do wspomnianych 300 tysięcy inwestycji w młodego człowieka. I tak po ćwierćwieczu i zainwestowanych 300 tysiącach złotych mamy niecałe 600 tysięcy. Przy konserwatywnych założeniach. A pewnie zostało nam jeszcze z 10-15 lat do emerytury, w którym to czasie pieniądze cały czas mogą pracować i spokojnie dobić do miliona.
Dane GUS na temat długości życia są smutne. Polski mężczyzna przeżyje średnio nieco ponad 70 lat, a kobieta około 80 lat. Nawet, gdybyśmy dożyli 90-tki, to i tak z dużym prawdopodobieństwem nie “przejemy” miliona, który cały czas będzie procentował.
Myślę, że mając taką emeryturę na koncie, z powodzeniem znajdziemy kogoś, kto poda nam szklankę wody i nie tylko.
Gość
Komentarze (72)
owszem dziecko kosztuje, jak wszystko i każdy ale te wypady do egzotycznych i niebezpiecznych krajów, imprezki itp. przyjemności bezdzietnej rodziny również..bo niby co za darmo to wszystko mają???
200-300zł. za zimowe buty dla dziecka dziecka czy kurtka za 300zł. !!! Kurde a gdzie on te swoje dzieci ubiera !!! U PRADY!!!!!
oszczędności.....my mamy dójkę dzieci jak już pisałam, nic im nie brakuje, opłacamy rachunki, spłacamy kredyt i zawsze starczy coś jeszcze na odłożenie na "czarną godzinę"....
moim zdaniem jak ktoś dziecka nie chce to zawsze znajdzie jakieś ale i jakiś powód by go nie mieć i już....ktoś kto mi wmawia że dziecko to kłopot, wydatek ble ble ble jest po prostu niezaradny i nie umie gospodarować ani swoim czasem ani f