2010-11-07, 07:31 | Margines
Mały problem Rolling Stonesów
Cytat o mikrusie w spodniach Jaggera krąży po sieci od pewnego czasu i pojawił się w niej na długo przed oficjalną premierą książki (odbyła się 26 października). Rewelację wyłuskał któryś z recenzentów i podzielił się nią z szerszą publiką. Potem informacja zaczęła żyć własnym życiem i przyćmiła już inne rewelacje, których we wspomnieniach Richardsa nie brakuje.
Pierwsze pytanie, które zadał sobie każdy, kto wie kim są legendarni Stonesi, gdy dowiedział się, że Keith pisze książkę o swoim życiu brzmiało – OK, ale ile ten facet w ogóle pamięta? Biorąc pod uwagę, że Richards wciągał nosem wszystko, łącznie z proszkiem do prania i mawiał przy tym, że nie ma problemów z narkotykami, tylko z policją, ta wątpliwość była uzasadniona. Niestety, gitarzysta Rolling Stonesów nie dość, że pamięta prawie wszystko, to jeszcze z krwistymi detalami. Opowiada więc i o prochach, i o kulisach tras koncertowych, i o liczbie groupies, które zapewniały chłopakom towarzystwo po koncertach, o przedziwnej aferze, w której MI6 i FBI próbowało zarzucić sieć na używających życia rockmanów oraz o anatomicznych detalach kolegów. I to właśnie te drobne wzmianki, nie zaś paplanina o narkotykach, orgiach i łamaniu prawa ma być początkiem końca legendy rocka – zespołu, który króluje na scenie od pięciu dekad. Wiadomo bowiem nie od dziś, że rockman powinien być łobuzem. Niestety, poza solidnym zmysłem do interesu, którego Jaggerowi nie brakuje, musi mieć także porządny interes w spodniach. Inaczej ze świętej trójcy każdego fana muzyki pozostaje tylko „drugs & rock’n’roll” – i to też jakiś taki bez jaj.
Gość
Komentarze (8)