2010-11-08, 14:00 | Pieniądze + styl życia
Nic dwa razy się nie zdarza
W tym roku kilka sław polskiego futbolu postanowiło wrócić do Polski. Panowie postanowili, że po 30. roku życia pokopią jeszcze piłkę na poziomie ekstraklasy. Niech nikogo nie zmylą ich zapewnienia o sentymencie do klubów czy przyjemności z grania. Ot, Żurawski, Wichniarek, Radomski, Żewłakow (brat Michała) wrócili do Polski, aby jeszcze sporo zarobić a nie zmęczyć się zbytnio. Czy przypadkiem panowie zapomnieli, iż chytry dwa razy traci?
Król Artur został już wyautowany z towarzystwa Lecha Poznań (oficjalnie za psucie atmosfery w zespole), ale zarobki, które miał zapisane w kontrakcie (100 tys. złotych co miesiąc) pozwoliły na wymierny wzrost stanu konta i tak mocno zasilonego przez marki i euro zarobione przez 11 lat w Niemczech.
„Magic” nie jest tym samym „Żurawiem”, który z Wisłą rozbijał Schalke, Parmę i Lazio ani super strzelcem jak za czasów gry w szkockim Celtiku. Po kilku zawstydzających porażkach napastnik Białej Gwiazdy uczciwie przyznał, że nie wróci do poziomu gry sprzed kilku lat i raczej po tym sezonie zawiesi buty na kołku.
Arkadiusz Radomski, który nigdy nie był wybitnym piłkarzem w równie mało wybitnym klubie Heerenven, po przyjeździe do Krakowa jest coraz bliżej spadku z Cracovią do I ligi. Jest to o tyle zawstydzające dla zainteresowanego, że w Holandii uchodził za solidnego defensora. Po podpisaniu kontraktu z „Pasami” miał być liderem drużyny, wzorem profesjonalizmu dla młodych graczy i gwarantem stabilizacji sportowej drużyny. Tymczasem Cracovia niechlubnie okupuje ostatnie miejsce tabeli.
Marcin Żewłakow podobny jest do Michała tylko fizycznie. Piłkarsko nie dorasta do osiągnięć brata w piłce klubowej i reprezentacyjnej. Jednak magia nazwiska byłego reprezentanta, który na mundialu w 2002 roku strzelił gola USA przyciągnęła uwagę prezesów GKS Bełchatów, którzy zdecydowali się go zatrudnić. Na razie GKS podobnie jak pan Marcin spisują się średnio, a na pewno oczekiwano po tym piłkarzu mającym doświadczenia w ligach belgijskich i Cypru o wiele więcej.
Wyżej wymienieni panowie nie są pierwszymi, którzy po latach gry na Zachodzie wrócili na stare śmieci. Nie oni pierwsi mają problem z udowodnieniem swej wartości na boisku. Parę sezonów temu podobne problemy miał Tomasz Hajto, powróciwszy po kilkunastu latach do Górnika Zabrze (wcześniej przygarnął go ŁKS Łódź). Nie błyszczał także Jerzy Brzęczek, kolega Hajty z zespołu zabrzan, dawna podpora Tirolu Innsbruck. Tomasz Iwan po powrocie na ligowe boiska, w kilka miesięcy zakończył przygodę z Lechem Poznań z powodu kontuzji kolana. Powroty ze zmiennym szczęściem mieli legioniści Roman Kosecki i Wojciech Kowalczyk. Jedynie Tomasz Kłos po powrocie z lig francuskiej i niemieckiej okazał się prawdziwym wzmocnieniem krakowskiej Wisły, z którą świętował mistrzostwo.
Odpowiedź na pytanie dlaczego gwiazdy, gwiazdeczki i tzw. gwiazdy grają w kratkę jest złożona. Myślę, że jednym z podstawowych powodów jest mylne wyobrażenie futbolistów o bylejakości polskiej ekstraklasy. Może na naszych boiskach nie ma graczy o umiejętnościach Garrinchy, nie ma wirtuozów techniki ale na pewno walka i koncentracja przez 90 minut jest wymagana. Kto o tym zapomina, ten przegrywa. Kolejnym powodem jest zbytnia wiara w swoje umiejętności, brak pokory i przekonanie, że samą obecnością zagwarantuje się drużynie zwycięstwo. Otóż to już minęło. Czasy, kiedy przed meczem z Legią Warszawa w latach 90. każda z drużyn przeciwnych prosiła o najmniejszy wymiar kary, minęła. Dziś nikt na widok Żurawskiego czy nieobecnego już Wichniarka nie klęka i nie prosi o zmiłowanie. Na boisku nie ma świętości. Istnieje zasada: grałeś na Zachodzie, miałeś sukcesy, w porządku; teraz pokaż na boisku, że coś jeszcze umiesz i że pieniądze, jakie pobierasz z klubowej kasy (a nie są to kwoty małe) są adekwatne do klasy, którą prezentujesz. Taką klasę potwierdza jedynie napastnik Jagiellonii Białystok – Tomasz Frankowski.
Powracać do polskiej ligi będą kolejni piłkarze. Następni będą żądać tysięcy za tydzień pracy, milionów za sezon. Czeka nas perspektywa powrotu graczy bez zupełnych sukcesów w ligach Grecji, Cypru, Austrii. To się zjawisko może się już pojawić w przerwie zimowej. Od włodarzy klubów ekstraklasy zależy, czy pohamują krezusowskie zapędy starszych panów po 30-ce, czy ugną się przed ich żądaniami, aby tylko przyciągnąć ludzi na stadiony. Nam, kibicom pozostaje tylko przyglądać się ich poczynaniom i głośno komentować efekty boiskowej pracy. Oczywiście, jeśli wybierzemy się wcześniej na stadion.
Z całego serca zachęcam każdego dyrektora sportowego i prezesa klubu do zaznajomienia się z jednym wierszem polskiej Noblistki Wisławy Szymborskiej pt. „Nic dwa razy się nie zdarza”. Polecam zwłaszcza ten wers:
„Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?”
Gość
Komentarze (18)
Hajto jak dlugo byl dobrym po powrocie? Kilka meczow dopoki sie w Gorniku nie poklocil? Zewlakow z takim ograniem powinien sie lepiej sprawowac.
Z Brzęczkiem trafiliście jak kulą w płot. W wieku bodajże 36 lat był 3, może 4 rozgrywającym w lidze, a Górnik grał bardzo solidny futbol ! Dopiero gdy Górnik pozbył się Hajty i Brzęczka, a zatrudnił inne "gwiazdy" wrac