2010-11-17, 08:01 | Pieniądze + styl życia
Polityk powie ci to, co chcesz usłyszeć
Co sprawia, że głosujecie na danego kandydata, albo przynajmniej uważacie go za dobrego kandydata? Charyzma? Oryginalny program? Poza nielicznymi wyjątkami, nasi politycy mają charyzmę odgrzewanego kotleta i taki jest też ich program. Niektórym może to wystarcza, ale są wśród wyborców i tacy, którzy czegoś oczekują. Czego? Kandydat, który posiądzie tę wiedzę ma teoretycznie zwyciestwo w kieszeni. Teoretycznie, bo niestety nie da się dogodzić wszystkim. Być może zgadzam się z sąsiadem, że w okolicy powinny być czyste chodniki, ale już sąsiad nie zgodzi się ze mną w sprawie osiągnięcia tego celu, np. sprzątania po swoim piesku. I tak dalej.
Dlatego politycy mówią ogólnikowo, a przy okazji mają ludzi, którzy monitorują społeczny odzew na różne postulaty. I tu do gry wchodzi ten znienawidzony przez polityków PR (w dodatku źle pojmowany). Tak się niefortunnie składa, że jeśli kandydat X chce wygrać, to jego poglądy mają znikome znaczenie. Musi naobiecywać ludziom El Dorado, jak niegdyś Lech Wałęsa. Któż nie chciałby być bogaty? Ale dobrobyt, bezpieczeństwo, pracę i pomoc dla młodych małżeństw obiecuje dziś każdy, więc trzeba szukać innych punktów zaczepienia.
Można zaryzykować i obiecać równe traktowanie, legalizację małżeństw homoseksualnych, zwiększyć dostępność aborcji, a następnie śledzić, jaki wpływ te hasła mają na potencjalnych wyborców. W Stanach Zjednoczonych sztaby wyborcze chętnie korzystają z usług firm monitorujących nastroje ludzi w sieci. Specjalne programy analizują ton komentarzy zostawianych na forach internetowych i na tej podstawie dostarczają politykom informacji, czy i który z pomysłów trafił w czuły punkt. Nie trzeba przeprowadzać ankiet, które same w sobie bywają uciążliwe zarówno dla badaczy, jak i dla respondentów. Wystarczy, że ktoś w sieci napisze, że pomysł kandydata X jest idiotyczny, albo że to odważna inicjatywa, a analitycy będą w stanie wyciągnąć z tego wnioski.
Niedawno starałem się dowiedzieć, jakie propozycje mają kandydaci na radnych w moim okręgu (link do tekstu o wyborach samorządowych). Jeden z kandydatów poszedł tak daleko, że napisał w swojej ulotce, iż nie chce tworzyć programu opartego tylko na swojej wizji. Natomiast pragnie “zaprosić wszystkich mieszkańców do wyrażenia poglądów, podzielenia się swoimi problemami oraz przedstawienia konkretnych inicjatyw.” I właściwie to jest jego jedyny plan.
Za to ów kandydat stworzył stronę internetową i profil na Facebooku, więc może się spodziewać kontaktu od wyborców. Kontakt z wyborcą też jest ważny, szczególnie na szczeblu lokalnym. Im wyżej na politycznej drabinie, tym trudniej rozmawia się z człowiekiem na ulicy. I wtedy trzeba przerzucić się na badania rynku.
Gość