2010-11-22, 07:01 | Po prostu życie
Bramkarz to ma klawe życie?
Pozycja bramkarza jest najmniej lubianą. W szkole wysyłało się na „budę” największego patałacha, aby nie przeszkadzał w grze. Kiedy puścił bramkę, koledzy z drużyny do niego mieli największe pretensje. Nikomu nie przyszło do głowy, aby między słupkami stał ktoś z predyspozycjami do bronienia. Przecież chodziło o granie w polu o przede wszystkim.
Czemu od najmłodszych lat mało kto, albo wręcz nikt nie chce być drugim Tomaszewskim, Młynarczykiem, Dudkiem? Czemu koszulki bramkarzy sprzedają się relatywnie najmniej ze strojów piłkarskich? Odpowiedź jest prosta. Bycie bramkarzem to przekleństwo.
Bramkarz przez 90 minut przeważnie stoi w miejscu. Jak skazaniec czeka na strzał w jego stronę. Strzał niosący zagrożenie. Ale nie jest to zagrożenie dla bramkarza, tylko dla tego czego broni. Jest to prostokąt ograniczony słupkami i poprzeczką oraz wypełniony siatką. Wymiary: szerokość 7,32 m i wysokość 2,44 cm. Sugerowany wzrost dla bramkarza: od 180 cm wzwyż. Bramkarze mniejsi wzrostem byli traktowani zwykle jako dziwactwa, żeby nie powiedzieć klauni.
Zadanie bramkarza jest bardzo proste: nie pozwolić aby skórzany przedmiot o nazwie piłka znalazła się w bronionej bramce. Bramkarz może bronić każdą częścią ciała. Bramkarz jest chroniony przez sędziego odgwizdującego faule popełnione na nim. Bramkarz nie musi biegać kilku albo kilkunastu kilometrów w ciągu meczu. Bramkarz może do woli krzyczeć na kolegów, którzy źle stoją w murze, źle kryją przeciwnika, może na osobności wymienić uwagi.
Jak tak spojrzeć z boku, to funkcja bramkarza jest najlepsza na boisku. Facet się nie spoci, nie zmęczy, fryzura mu nie opadnie (chyba, że deszcz), opali się, obejrzy stadion, ludzi wokół, może na kimś oko zawiesi.
A jednak po wpuszczeniu gola wszyscy mają pretensje właśnie do niego. Do najłagodniejszych określeń używanych przez stadionową gawiedź należy „kalosz” (przynajmniej tak kiedyś bywało). W telewizyjnych powtórkach jego zachowanie jest analizowane przez ekspertów na wszelkie sposoby. Słychać porady, pokpiwania, wątpliwości; uszczypliwe uwagi od kolegów po fachu pojawiają się w mediach i nie chcą zniknąć. I właściwie dlaczego? Przecież to drużyna przegrała. Przegrało 11 facetów. Dziesięciu z pola miało powstrzymać ataki przeciwnika albo zadać cios w drugą stronę. Tymczasem cała wina spoczywa na bramkarzu.
Ja tak sobie myślę, że chyba bramkarz jest traktowany w kategoriach super hero o cechach Rambo i Rocky`ego. Nie rzadko wymaga się od niego cudów, nieziemskich robinsonad, wygranych pojedynków i antycypacji ruchów przeciwnika. A przecież to tylko człowiek, który jak każdy może przebyć drogę od zera
do bohatera
Bywają też takie chwile w życiu bramkarza, kiedy musi komuś dać w mordę
No bo jak tu się proszę Państwa nie załamać, nie iść upić, nie pozaczepiać stewardessy a trenera od Dyzm nie wyzwać, kiedy ma się w pamięci traumatyczne przeżycia:
A przecież kiedyś zatrzymało się taki Manchester United
Trzeba też trzymać nerwy na wodzy, aby nie zostać mistrzem ciętej riposty:
Zatem proszę Państwa, miejmy litość i zrozumienie dla zawodowych bramkarzy a także dla tych, którzy z własnej woli amatorsko stają między słupkami. Podziwiajmy ich za wolę walki, hart ducha, niezłomność w trudnych momentach. Chwalmy i dopingujmy. Czasem jednak życie płata figle i jeden kuriozalny błąd może wywrzeć piętno na niejednej pięknej karierze.
Gość
Komentarze (3)