2010-11-29, 07:41 | Po prostu życie
EURO 2012 – sztuka życia i przetrwania
W Doniecku i Poznaniu areny mistrzostw już stoją. Nawet Manchester City się zdziwił, że w tej Polsce to nie dość, że niedźwiedzi na ulicach nie ma, to i stadiony mają niezłe. Tak się długo wyspiarze dziwili, aż przegrali. Wcześniej przyjechali Austriacy z Salzburga. No, takiego stadionu jak ma Lech, to pod Alpami ze świstakiem szukać. Też byli zdumieni. I też przegrali. Zaraz przyjadą Włosi z Juventusu i pewnie też ze wstydu się spalą a wcześniej dostaną solidnego łupnia na murawie.
Do EURO zostało niecałe 2 lata a ja mam coraz większe przeświadczenie, że to będą najbardziej niezwykłe i nieprzewidywalne mistrzostwa Starego Kontynentu. Dlaczego? Państwo się zdziwią, ale nie pomyślałem o procentowym wpływie na atmosferę imprezy. Raczej wziąłem pod uwagę konieczność zastosowania rodzimego powiedzenia wytrychu do sytuacji, która nas przerasta: „Jakoś to będzie”.
No bo tak, jadąc za 2 lata z Niemiec do Poznania dojedzie się autostradą i pewnie dalej do Warszawy. Akurat na Wielkopolan można liczyć, że przy „autobahnie” wybudują stacje benzynowe, punkty gastronomiczne i nawet toalety. Wpływy mentalności niemieckiej widać do dziś w Kraju Warty.
Gorzej jest w innych regionach. Tacy np. Czesi, jak zdoła ich drużyna awansować do turnieju, w sumie mają do nas blisko. Ale co w sytuacji, kiedy mecze będą w Gdańsku? Przecież autostrada A1 wiodąca przez całą Polskę w 2 lata nie powstanie. Kawalkada Skód będzie jechać polskimi dróżkami aż miło. Postoją sobie Czesi (a może Słowacy?) w korkach, zwiedzą miasta z powodu braku obwodnic. Zdziwią się okrutnie, ale przecież można ich o tym uprzedzić. Wystarczy za granicą na pierwszym postoju wręczać kibicom ulotki, że specjalnie nie wybudowaliśmy obwodnic, aby goście mogli poznać piękno miejskiej architektury.
Ale to pikuś w porównaniu do dalszych kibicowskich przygód. Załóżmy, że owi Czesi, grają dalej w turnieju, awansują do kolejnej rundy i fani muszą przejechać na mecze do Ukrainy. Jasne, można samolotem z Gdańska. Ale mniej możni panowie Zdenek, Jaromir i Pavel podróżują autem. No, to szykuje się niezła jazda.
Przez łąki, przez pola, na podwójnej ciągłej, w koleinach, na trzeciego pędzą kibice na Warszawę a następnie drogą lubelską w stronę zielonej Ukrainy. Autostrady po drodze: niet. Obwodnic po drodze: niet. Korki po drodze: ze trzy, mandaty po drodze: (milczenie). Zadowolenie z powodu przekroczenia granicy w Hrebennem: bezcenne.
Czesi to jeszcze sobie poradzą. Gorzej z takimi Austriakami, którym się zachce przyjechać. Przeżyją szok drogowy. Okaże się, że jeździć nie umieją. To co według nich jest kulturą jazdy, u nas jest traktowane w kategoriach nienormalności. Kto słyszał aby wpuszczać „na suwak”, aby w mieście jechać „pięćdziesiątką”? No przecież tak jeżdżą frajerzy. Za 2 lata będzie się dodatkowo mówić, że ktoś jedzie jak kibic na EURO. Ale czy Austria się zakwalifikuje? Mało prawdopodobne, więc problem z głowy.
Jakoś to będzie, Panie i Panowie. Nie ma co dramatyzować. Po tych polskich wspaniałych drogach pojadą w większości kibiców krajów ościennych, którzy już mniej więcej wiedzą, czego się u nas spodziewać. Cała reszta przybędzie drogą lotniczą. Trochę się martwię, gdzie oni będą spać, ale pocieszam się myślą, że turniej będzie tuż przed wakacjami więc w zasadzie z braku miejsc noclegowych można np. Anglików przenocować w szkole albo w klasztorze w ramach wyciszenia. Pełna improwizacja? Raczej wielka przygoda. Parę ładnych lat temu POT planował reklamę Polski z udziałem Harrisona Forda w roli Indiany Jonesa przedzierającego się przez puszczę. Za 2 lata będzie można zrobić film dokumentalny o pobycie kibiców z Europy a następnie zmontować niepowtarzalny spot. Czy każdy kraj w Europie musi być przewidywalny? Czy każde mistrzostwa muszą być do siebie podobne? Za 2 lata pod względem sportowym wiele się nie zmieni – turniej wygrają Hiszpanie, Holendrzy lub Niemcy zatem niech poza stadionem będzie naprawdę ekscytująco.
Czego sobie i Państwu życzę.
Gość
Komentarze (3)