2009-02-03, 07:05 | Pieniądze + styl życia
Dziwki uratują gospodarkę?
Nie łudźmy się, że kontrolujące rynek seksualny organizacje nie mają wpływu na decyzje polityków. Mowa trawa o tym, jak to będzie pięknie, kiedy dziwki będą odprowadzały podatek do skarbu państwa, stała się motywem przewodnim wielu kampanii wyborczych i typową kiełbasą wyborczą dla naiwnych, którzy uwielbiają ekscytować się takimi historiami.
Ostatnia próba opodatkowania i zalegalizowania prostytucji miała miejsce na Węgrzech. Nad Dunajem liczbę kobiet oddających się za pieniądze szacuje się na 20 tysięcy. Po wprowadzeniu ustawy zarejestrowało się 500 kobiet, które zdecydowały się na ujawnienie swoich zysków przed urzędnikami skarbówki i zerwanie - przynajmniej teoretyczne - więzi, które łączyły je z alfonsami. Założeniem ustawodawców było, by prostytutki przestały być istotami najniższej kategorii, które w razie nieposłuszeństwa wywozi się do lasu i tłucze do nieprzytomności, a także gwałci. Ustawa czyni z prostytutek ludzi, pełnoprawnych członków społeczeństwa, płacących podatki i mających zdolność kredytową.
Wszystko to bardzo dobrze brzmi, ale zastanówmy się chwilę nad tym, czy trzydziestoletnia prostytutka z małej miejscowości przy rumuńskiej granicy, która puszcza się w Budapeszcie, dostanie kredyt na mieszkanie, który będzie spłacać przez 50 lat? Przecież ona musi prócz podatku zapłacić tameczny ZUS i udowodnić bankowi , że będzie mogła spłacać zobowiązanie do końca. Musi więc jakoś wykazać się możliwościami awansu i rozwoju w zawodzie, który wykonuje. No, a to jest raczej trudne do wykonania.
Poza tym nie zapominajmy, że prostytucja i czerpanie z niej korzyści jest naganne moralnie. Czy więc obywatele cywilizowanego państwa powinni korzystać z tych pieniędzy, które do wspólnej kasy wpłacają dziwki? Między bajki dla małych dzieci zaś włożyć należy mrzonki niektórych marzycieli, którzy twierdzą, że opodatkowanie dziewczyn z ulicy to sposób na kryzys. Więcej obywateli płacących podatki to więcej pieniędzy do podziału dla potrzebujących – taki sposób myślenia jest więcej niż naiwny. Na rozmowy o tym, czy wciągnięcie nierządu na listę „normalnych” zawodów jest dobrym pomysłem, poczekajmy do chwili gdy jakiś większy kraj zdecyduje się na taki krok. Na razie w kolejce do takiej zmiany ustawili się Niemcy, którzy chcą wprowadzić podatek zryczałtowany dla wszystkich dziwek stojących na ulicach Bundesrepubliki. Zobaczymy, co z tego wyniknie.
Gość
Komentarze (2)
Chociaż z drugiej strony jakby tak wprowadzić obowiązkowy podatek dla każdej laski, która się puszcza (za kase, rzeczy czy za nic - to trudno udowodnić) a w razie nie płacenia obciążyć karą pieniężną, to raczej zmniejszyłoby to ilość tych młodocianych dziwek, które można sobie oglądać na necie co rano ;)