2009-03-02, 06:49 | Margines
Seksbomby wszech czasów
Kiedy dziś patrzymy na jej twarz, wydaje nam się to trochę dziwne. Owszem, jest to osoba obdarzona jakąś charyzmą, mająca niewątpliwy talent do śpiewu i bardzo długie nogi, ale żeby zaraz seksbomba? W filmie Błękitny anioł siedzi na stołeczku w jakimś cyrkowym trykocie, pończochach z podwiązkami i cylindrze. Śpiewa przy tym niszczącą mężczyzn piosenkę, której pierwsze słowa brzmią: ja jestem tylko po to, żeby kochać mnie… Był to w latach trzydziestych szczyt perwersji i wyuzdania. Dziś Marlena Dietrich jest przypominana, nie dla podwiązek jednak, ale przez dziką tęsknotę za niemiecką ojczyzną, którą odczuwała śpiewając dla Amerykanów. Możemy sobie kupić płytę z utworami Dietrich i posłuchać, jak tęskni. Czy nie ma w tym już żadnych perwersji? Oczywiście, że są i to jakie! Dla przykładu - to jest największa perwersja, na jaką się ostatnio natknąłem.
Surowy, germański sexappeal Marleny wyczerpał się i zgrał gdzieś w latach pięćdziesiątych. Długo mieliśmy posuchę i nagle pojawiła się seksbomba zupełnie innego rodzaju. Kiedy rozpoczęło się to, co przywykliśmy nazywać rewolucją seksualną, popyt na mroczne, odziane w trykoty i pończochy demony zmalał do zera. Teraz mężczyźni oglądali się za dziewczętami, które właśnie zdały do ogólniaka, nosiły mini, zakładały powyciągane swetry na gołe ciało i siedziały, zakładając nogę na nogę. Włosy tych istot były w nieładzie, a one same nie używały makijażu, bo po co. I tak były ładne.
Taka właśnie była Brigitte Bardot, przez długi czas, dopóki nie zmieniła się w zombie. W filmie Rogera Wadima I Bóg stworzył kobietę pokazuje to wszystko, o czym marzyli faceci, mający dosyć swoich potulnych żoneczek, czekających na nich z dymiącym talerzem zupy. Rozbiera się do seksu w całości, a nie tylko zadziera koszulę, uwodzi mężczyzn mimo swego młodego wieku i posiada coś, co pretensjonalni krytycy nazywają wdziękiem zepsutej nastolatki. To było odkrycie na miarę komety Halleya. Brigitte Bardot nie została ze swojego tronu królowej seksu strącona nigdy. Nie miała realnej konkurencji, zniszczył ją czas. Żadne konkurencyjne gwiazdy, jak Catherine Deneuve, lansowana na uosobienie czystości, brukane w co drugim filmie przez owłosionych brzuchaczy, czy Sophia Loren, nie mogły się z nią równać. Bardot była wielka przez to, że była dostępna. To była piękna kobieta dla każdego i wszyscy faceci oglądający ją na ekranie to czuli.
Na tym właściwie zakończyła się epoka prawdziwych seksbomb, potem były już tylko produkty medialne, takie jak Kim Basinger i kamienna Sharon. To nie to samo. Nie wystarczy pokazać za przeproszeniem cipę, żeby uwieść mężczyznę. Trzeba się troszkę wysilić. Kino pełne jest jednak pięknych kobiet. Tyle że mało kto, a dziś wręcz nikt nie potrafi uczynić z żadnej z nich symbolu. Każda taka próba kończy się klęską. Można odnieść za to wrażenie odwrotne - łatwiej dziś wypromować faceta, którym ekscytują się małolaty niż fajną dziewczynę.
Gość
Komentarze (4)