2009-03-11, 08:08 | Po prostu życie
Muniek pływa rozpaczliwcem
Muniek Staszczyk w czasach, gdy wyśpiewywał piękno korytarzy 4 liceum, był idolem wielu ludzi. Nie moim, bo ja wsłuchiwałem się w grube jak sznur wisielca i głębokie jak artezyjska studnia frazy serwowane przez zespół Siekiera. Jednak miał pan Staszczyk rzeszę fanów, którzy traktowali go serio i uważali, że jego teksty są prawdziwe i słuchanie ich nie czyni z człowieka wieśniaka oraz palanta. Czas ten przeminął i Muniek niestety tego nie zauważył. Być może dlatego, że musi z czegoś żyć i ciągle szuka sposobów na zarobienie paru groszy.
Sposobów jest mnóstwo i doprawdy nie rozumiem, dlaczego Muniek musi wybierać najgorsze i najłatwiejsze do wydrwienia. Dziś już co prawda nie chwyta się takich sposobów, jak Szwagierkolaska czy Chłopaki nie płaczą, jak to było dziesięć i więcej lat temu, ale to co śpiewa jest zdecydowanie wsiowe. W sensie kulturowo - artystycznym oczywiście, a nie w sensie pochodzenia. Piosenki Muńka o tym, co jest w dzisiejszym świecie wartością prawdziwą, a co śmieciem, powodują wygładzanie się kory mózgowej. Nędza i bieda. Nie przeszkadza to Muńkowi pokazywać się publicznie i wypowiadać się do kamer, często w towarzystwie swojego niespotykanie już starego dziecka płci męskiej.
Muniek, przestań! Trzeba to powiedzieć wprost, bo Staszczyk gotów nas katować swymi produkcjami aż do emerytury, a nawet dłużej. Myślę, że dobrym wyjściem dla starzejących się artystów są klasztory. Jeśli ktoś się już „wyprztykał” i nie może z czystym sumieniem bawić publiczności, winien znaleźć sobie wygodną celę w jakimś eremie i oddać się kontemplacji. Tak na przykład zrobił Leonard Cohen, który siedział w klasztorze zen i kroił tam kapustę całymi dniami, żeby oczyścić duszę i umysł z cywilizacyjnych śmieci. Wszyscy cieszymy się, że tam trafił i przestał śpiewać na sporo lat, choć część absolwentów warszawskiej filologii polskiej mogłoby się do mnie przestać odzywać za napisanie powyższego. Choć osobiście uważam, że powinien tam zostać do śmierci.
Kiedy ostatnio puściłem swemu siedmioletniemu dziecku fragment starego jak świat koncertu z Madrytu, gdzie Cohen wykonuje piękną, jak mi się niegdyś zdawało, pieśń Partizan, przeżyłem lekki wstrząs poznawczy. Moje dziecko, czułe na wszelkie ściemy i kłamstwa, jak większość dzieci, powiedziało: ładnie grają tatusiu, tylko niech ten pan już przestanie śpiewać. Tam jest znakomita solówka na jakimś barokowym, wielostrunnym instrumencie przypominającym mandolinę i to jest bardzo piękne pod warunkiem, że Cohen swym zawodzeniem nie przeszkadza muzykom. No, ale on przeszkadza i co tu zrobić. Całe szczęście, że siedział w tym klasztorze i się już odmienił. Śpiewa co prawda, ale rzadziej. Sądzę, że Muniek powinien zrobić to samo. Kilku innych także.
Gość
Komentarze (7)
Jedz Redaktorzyno na jakies odosobnienie, moze cos zrozumiesz, a jak wrocisz, to przepros grzecznie Munka.
A nie przyszlo co do glowy, ze gwiazdy starzeja sie razem ze swoimi fanami?
Symbioza kulturowa - palancie, poszukaj sobie klasztoru.