2009-03-13, 08:22 | Po prostu życie
Kryzys męskości a gry komputerowe
Ale jest też inny punkt widzenia. Zdecydowanie bardziej kontrowersyjny, bo skrajnie odmienny. Jego autorką jest dziennikarka Peg Tyre, która twierdzi, że szumne wysiłki skierowane przeciwko pełnym przemocy mediom i hasła w stylu „zero tolerancji” robią więcej szkody niż pożytku. Tyre całą sprawę przedstawia w kontekście chłopców, bo jej zdaniem to właśnie ich problem dotyczy szczególnie mocno.
Wszystko zaczęło się od artykułu, który dziennikarka opublikowała w Newsweeku. Tekst był o problemach, z jakimi borykają się chłopcy w wieku szkolnym i wywołał masowy odzew czytelników. Materiał dotyczył pogarszających się wyników w nauce i coraz poważniejszych kłopotów wychowawczych. Tyre wysunęła w nim tezę, że winne jest społeczeństwo, które w imię płci kulturowej zupełnie zepchnęło na margines tę biologiczną. Oskarża ona równouprawnienie wprowadzane w szkołach o kryzys młodej męskości, który przełoży się później na życie dorosłego mężczyzny. Do tego dochodzi czasem zupełnie absurdalna demonizacja przemocy. To, co kiedyś kojarzone było z męskością i przynależało męskiej płci, dzisiaj uznawane jest za podlegające restrykcjom wynaturzenia.
Męska psychika jest inna niż kobieca i bezwzględna standaryzacja w młodym wieku może okazać się szkodliwa. Nikt nie podważa działania męskich i żeńskich hormonów, dlaczego nikt zatem nie próbuje ich uwzględniać w wychowaniu i edukacji młodych ludzi? Dla chłopaka w wieku szkolnym okazanie słabości kojarzone jest z największą tragedią. Od zawsze tak było i Peg Tyre jest zdania, że nie należy w to ingerować. Problem w tym, że nowoczesny, równouprawniony świat dopuszcza słabość. To zasługa kobiet, które walcząc o zaistnienie w społecznej przestrzeni przełożyły część cech przynależnych słabej płci na płeć silną i dotychczas dominującą. Takie „zmiękczenie” jest różnie przyjmowane przez mężczyzn i - zdaniem Tyre - jest powiązane z problemami, jakie coraz częściej sprawiają chłopcy w wieku szkolnym. Jeśli do tego dodamy fakt, że zwiększa się grupa samotnych matek, które swoich synów wychowują bez czynnego udziału ojca, problemy mogą być poważne.
I tu pojawia się rola gier komputerowych. Grając, można podejmować ogromne wyzwania, zwalczać trudności. Zmagania z przeciwnościami wymagają od uczestnika najróżniejszych umiejętności, wśród których siła fizyczna odgrywa zasadniczą rolę. Istotny jest również fakt, że ewentualna przegrana jest prywatna, odbywa się co prawda z innymi, ale nie odbywa się na społecznym forum. Mimo że widzimy w tym dużo przemocy, estetyzowanych walk i katastrof, często jest tak, że gracz mierzy się wtedy z pojęciami odwagi, waleczności, heroizmu, dobra zwyciężającego zło i odpowiedzialności za współtowarzysza w walce. To, w jakiej formie jest to podane niekoniecznie ma tu pierwszorzędne znaczenie. Forma zmienia się na przestrzeni wieków, idee zawsze będą te same, pożądane i nacechowane pozytywnie.
Fantazje bezpośrednio powiązane z agresją i siłą od zawsze towarzyszyły mężczyznom. Chłopcy od zawsze bywali dzielnymi wojownikami, tłukli się na boisku i strzelali do siebie z plastikowych karabinów. To, że teraz strzelają za pomocą klawiatury, a boisko zamienili na przestrzeń wirtualną nie czyni z nich przyszłych morderców.
Oczywiście, że takie myślenie jest mocnym uproszeniem. Dokładnie takim samym, jak obwinianie gier komputerowych o wzrastający terroryzm i przestępczość. Symulacja aktów przemocy nie oznacza, że wyjdziemy z domu i będziemy zabijać. Nie uczyni też z chłopców tak zwanych prawdziwych mężczyzn. Nie da się jednak nie dopatrzeć racji w kontrowersyjnych poglądach Peg Tyre. Świat rzeczywiście przeżywa swoisty kryzys męskości i zadbanie o prawidłową edukację chłopców zaczyna mieć coraz większe znaczenie. Po epoce zdominowanej przez mężczyzn ciągle nie udało nam się przejść do rzeczywistości, w której kultura i biologia funkcjonowałyby obok siebie, a nie przeciwko sobie. Zrezygnowaliśmy z jednego systemu, nie wypracowując nowego.
Kilka dni temu w Gazecie Wyborczej psycholog Wojciech Eichelberger częściową winą za ten kryzysowy stan rzeczy obarczył kobiety, które „odrzucając mężczyznę wojownika, same na siebie ukręciły bicz”. Eichelberger mówi o deprecjacji i zaniku rytuałów inicjacji w męskość. Nie ma już procedur, które jasno wpisywałyby do męskiego świata. Społeczeństwa nie uczą chłopców, jak pokonywać słabości. Może więc z braku innych pomysłów i w trosce o to, by świat nie został zdominowany wyłącznie przez Piotrusiów Panów i rozdartych płciowo, metroseksualnych chłopców, rozważmy przynajmniej, czy aby na pewno chcemy kategorycznie zakazać synowi grania w tę straszną grę w zabijanie.
Gość
Komentarze (20)
Nie potrzeba "gloryfikować" przemocy jako "naturalnie męskiej", żeby zauważyć pozytywne aspekty gier komputerowych.
Ojej, dlaczego mi też choć jestem kobietą?:P
Zależy na jakim gra sprzęcie :) jak sama widzisz każdy może wku...y jeżeli gra i nic nie widzi :)
najlepszy sprzęt do grania jest tutaj : http://lapkowo.pl/index.ph p.
Jeżeli chcesz się wyrwać z koleżankami z domu, kup facetowi lapka, gwarancja, że nigdzie z domu się nie ruszy :)
Równouprawnienie jest już od dawna;p w ostatnim kantonie w Szwajcarii dano głosy wyborcze kobietą w 1991r. Równouprawnienie = te same prawa, no i je macie, więc naprawdę nie wiem o co chodzi kobietom... Jednakże muszę teraz wszystkie kobiety rozczarować - nigdy nie będzie równości płci! Przepraszam bardzo, lecz pomimo swych p