2009-03-21, 08:22 | Po prostu życie
Czy kazania w polskich kościołach są ciekawe?
Telewizja jest zła
Największą konkurencją dla kościoła w czasach PRL była telewizja i emitowane tam kreskówki dla dzieci, które notorycznie nadawano w porach przeznaczonych przez kościół na msze dla dzieci i młodzieży. Telewizja odciągała od kościoła także wiernych nieco starszych, a to za sprawą audycji sportowych i filmów kryminalnych oraz przygodowych puszczanych w niedzielne przedpołudnia. Księża jak mogli, próbowali rywalizować z elektronicznym wrogiem i mieli na tym polu swoje sukcesy.
Kiedy w małej miejscowości w województwie lubelskim ksiądz rozpoczynając kazanie postawił przed sobą na ołtarzu pudło po telewizorze z napisem Unitra, wierni byli nieco zaskoczeni, ale nie zdziwieni, wiele bowiem dziwnych rzeczy działo się wtedy w kościołach. Kiedy prócz pudła na ołtarzu pojawiła się także siekiera, w kościele rozległ się szmer. – Szatan! – zagrzmiał ksiądz uderzając siekierą w pudło z napisem Unitra i miażdżąc je za jednym zamachem. Co bardziej wrażliwe kobiety poczęły mdleć. Wierni byli zaskoczeni i zbulwersowani, ale w sumie podobało im się. Do dziś wspomina się tam to kazanie i tego księdza.
Podobne emocje, jak telewizja, wzbudzało w kapłanach złe prowadzenie się wiernych. I znowu mamy tu analogiczną sytuację; w pamięci wiernych pozostali nie ci księża, którzy sprowadzali ich na drogę cnoty za pomocą aluzji i przykładów zaczerpniętych z Biblii, ale ci, którzy mówili prawdę prosto z mostu, posuwając się czasem do tego, że w kościele padały słowa nieprzystojne i gorzkie. Wierni, o których była mowa, a takie kazania często były wygłaszane ad personam, mieli potem o czym myśleć i czego się wstydzić. Dziś kazania są zaledwie cieniem tamtych pięknym i jakże ekspresyjnych homilii.
Niedzielna nuda
Najwyższy pułap, na jaki dzisiaj wzbijają się księża w czasie niedzielnych homilii, to zwracanie się wprost do wiernych tak, jakby byli oni jedną osobą. Jest to chwyt tyleż żenujący, co nieskuteczny. Ludzie, którzy oglądają dziś znacznie bardziej odmóżdżającą telewizję niż ta, która była za komuny, którzy mają w domu Internet, nie dają się złapać na takie chwyty. Wielu księży daje sobie więc spokój z kazaniami z prawdziwego zdarzenia i tylko ględzą coś przez parę minut albo odczytują listy pasterskie biskupów. Wierni wychodzą z kościoła tak, jak przyszli, bez żadnego wstrząsu, bez refleksji moralnej czy nawet estetycznej. Ot, odbębnili swój obowiązek i już. Wiele osób, szczególnie młodych podrwiwa sobie potem ze stylu i maniery księdza proboszcza.
Nie ma właściwie recepty na dobre kazanie. Wiadomo, że powinno być ono takie, żeby wierni chcieli przyjść do kościoła za tydzień i znowu posłuchać, co ksiądz ma do powiedzenia. To trudne, bo nie sposób utrzymać dobrego poziomu kazań przez dłuższy czas. Trzeba się po prostu do nich solidnie przygotowywać.
Znałem kiedyś księdza, który traktował kazania tak, jak nauczyciele akademiccy traktują wykłady. Miał je spisane na kartkach. Były to solidne, dobre kazania oparte na przykładach ze Starego i Nowego Testamentu. Zmieniał ów ksiądz parafie i woził ze sobą zawsze te kazania. Wygłaszał je w nowym miejscu do nowych wiernych, którzy jeszcze ich nie znali. Czasem dopisywał nowe, jak mu czegoś zabrakło. Było to ciekawe i profesjonalne – tak byśmy to nazwali dzisiaj.
Księża przygotowują się do kazań, inaczej być nie może, wierni jednak jakoś nie mogą uwierzyć w to, że przygotowania te są rzeczywiście staranne i solidne. Nuda i brak stylu to główne cechy owych przemów. Księża ględzą i nie potrafią przestać, w połowie rozpaczliwie szukają jakiejś pointy, ale nie mogą jej znaleźć i przeciągają swoją homilię tak długo, aż w kościele zaczynają się pokasływania. Wtedy szybciutko kończą kazanie i kontynuują nabożeństwo.
Nie wiadomo czy lepiej, kiedy kazanie odnosi się do Biblii, czy do życia tu i teraz. Trudno zadowolić wszystkich wiernych, wydaje się jednak, że młodzież woli raczej natchnione kazania w stylu księdza Skargi, a starsi chcieliby posłuchać o czymś bardziej przyziemnym i praktycznym. Wiadomo natomiast, że na klęskę skazane są te homilie, które próbują kokietować wiernych. Nazywanie Jezusa „spoko-gostkiem” nie wzbudza u nikogo entuzjazmu, tylko zażenowanie. To są metody, które nikogo do kościoła nie przyciągną, mogą za to sporo osób przekonać, że nie warto tam zaglądać.
Gość
Komentarze (61)
za to najbardziej rozbawiło mnie kazanie mojego katechety o... zbyt częstym wżywaniu słowa "żal"(!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) po prostu to było żałosne, po kazaniu rodzice uczniów którzy robili mu na złość i nadal mówili "żal" byli wzywani do budy :/
i to dopiero był ŻAL!!!
w mojej parafii ksiądź mówi mądrze ale dlugo. Jego kazania wymagaja naprawde skupienia, ponieważ łatwo stracic wątek. Czasami ciężko Go słuchac...
ale w innym kościele, na drugim końcu miasta jest prafia prowadzona przez o. Dominikanów.
Moim zdaniem to ludzie w ogromnym powołaniem, natchnieni do zmieniania świata.
W osttanią niedziele mszę odprawiał ksiądz w starszym wieku, miał około 60-70 lat. i mimo że dzieli nas 50 lat różnicy... czułam że to co mówi było też do mnie. Dało sie Go słuchać.
i chcialo sie słuchac.
w artykule porównano księdza do wykładowcy...
i tak samo jak jedna osoba ma dar do prowadzenia wykładów w ciekawy sposób a drugiej osobie tego brak.
również jest z księżmi. Jedenp otrafi mówić w sposób ciekawy a drugi mimo szczerych chęci nie potrafi przekazać Prawdy o Bogu, wytłumaczyc przesłania jakie niesie Biblia.
U nas też można być na takich mszach, słuchać takich kazań - lecz trzeba wybrać się, można także i katolickie, ALE NIE kleru RzK.
nikt go o to nie prosil wiec niech sie buja frajer