5 komentarzy | dodaj komentarz ›

2009-04-02, 08:09 | Pieniądze + styl życia

Zawód – kat

Francja  Polska  historia  kat  zawód  kariera  pieniądze  śmierć 

Francja, Polska, historia, kat, zawód, kariera, pieniądze, śmierć, zdjęcie, fotografia
sxc.hu
Przed wiekami nazywano go mistrzem małodobrym. Prócz zadawania cierpień i mordowania w majestacie prawa  zajmował się także usuwaniem odpadków z miasta i wyłapywaniem bezpańskich psów. Kat – zawód dziś nie istniejący w cywilizowanych społeczeństwach, a jeszcze nie tak dawno…

Osoba godna szacunku

O tym, że kat potrzebny jest Republice Francuskiej, przypomniano sobie na początku XX wieku po kilkuletnim okresie obowiązywania memorandum na karę główną. Przez trzy lata od 1906 do 1909 roku prezydent Republiki konsekwentnie stosował prawo łaski. W roku 1909 jednak zapadły wyroki w sprawie bandytów areszcie w miejscowości Bethune. Oczekiwali oni na konwój, który miał odwieźć ich do Ameryki Południowej. Był pierwszy stycznia, kiedy w miasteczku pojawił się niewysoki mężczyzna, ubrany z elegancją i prostotą; w ręku miał kuferek. Towarzyszyło mu dwóch pomocników. Mężczyzna ten nazywał się Anatol Deibler. Mieszkańcy zapyziałego Bethune witali go uśmiechami; wiedzieli, po co przyjechał i nie było w nich sprzeciwu przeciwko temu, co miał zrobić.

On sam wyrażał się o swojej pracy oględnie i z dyskrecją, ale nie unikał mówienia o niej. Absolutnie nie można było go nazwać typem ponuraka. Obiecał mieszkańcom, że całą sprawę załatwi w trzy i pół minuty. Słowa dotrzymał. Zanim pan Deibler zabrał się do dzieła, należało ustawić gilotynę. Zrobili to jego pomocnicy. Skazańcy do końca nie wiedzieli, co ich czeka. Obudzono ich nad ranem i kazano się umyć. Następnie wyprowadzono na dziedziniec więzienia. Próbowali udawać bohaterów, ale kiepsko im szło. Rozstaliby się z życiem po cichu, ale drugi z nich, kiedy zobaczył w koszu pod gilotyną głowę poprzednika zaczął wrzeszczeć w niebogłosy. Nic mu to nie pomogło. Chwilę potem jego głowa także znalazła się w koszu. Egzekucja odbywała się w obecności licznie zgromadzonych mieszkańców miasta, którzy wznosili okrzyki radości przy każdej spadającej głowie. Po wszystkim pan Deibler umył się i odświeżył, a jego pomocnicy rozmontowali narzędzie kaźni. W tym samym roku Anatol Deibler był jeszcze kilka razy potrzebny Republice.

Bohater piosenki


W najsłynniejszej przedwojennej balladzie zatytułowanej Bal na Gnojnej opisana jest w słowach niezwykle malowniczych i rozbudzających wyobraźnię rozróba, jaka dokonała się podczas cosobotniej popijawy w lokalu u żydowskiego szynkarza Grubego Joska na ulicy Gnojnej w Warszawie. Były to porachunki o kobietę, a ich głównym bohaterem był niejaki Antoś. Pieśń zaczyna się tak, jak dziś już nic się nie zaczyna, więc warto ten początek zacytować w całości:

Nieprzespanej nocy znojnej
Jeszcze mam na ustach smak
U Grubego Joska na ulicy Gnojnej
Zebrał się ferajny kwiat…


Koniec ballady był, jak się publiczność zapewne domyśla, mniej obiecujący:
…a kat Maciejewski, tam pod szubienicą
na Antosia czeka już.


Stefan Maciejewski był przed wojną postacią znaną. Krążyły o nim legendy, które on sam rozpowszechniał, był bowiem człowiekiem żądnym sławy i uwielbienia. To trochę dziwi, zważywszy na zawód, jaki sobie wybrał. Podobno pochodził z Wielkopolski i naprawdę nazywał się zupełnie inaczej – Alfred Kalt. Jego portret naszkicował kilkoma pociągnięciami niezawodnego dziennikarskiego pióra reporter wychodzącego w Wilnie Słowa: „Młody człowiek, lat trzydziestu pięciu. Wzrost średni, włosy ciemne, na twarzy przyjemny uśmiech. Świetnie skrojony, jasny garnitur, elegancki kapelusz, w ręku skórzana walizka”. Podobno pan Maciejewski wywierał wrażenie wytwornego turysty.

O tym, co znajdowało się w jego walizce, pierwszy przekonał się niejaki Marcin Panek z Rzeszowa, skazany sądem doraźnym na śmierć na swoje liczne zbrodnie. Według litery prawa Panek musiał być powieszony w ciągu 24 godzin. Nie było jednak chętnych, aby wyprawić go na tamten świat. Dowódca miejscowego garnizonu odmówił rozstrzelania skazańca. W błyskawicznym tempie Ministerstwo Sprawiedliwości wyznaczyło do tej roboty Stefana Maciejewskiego. Ten przybył do Rzeszowa w towarzystwie pomocnika. Nie miał jednak tak luksusowych warunków pracy, jak jego francuski kolega, pan Deibler. Nie witali go uśmiechnięci mieszkańcy Rzeszowa, nikt nie zagadywał Maciejewskiego pytając o szczegóły i specyfikę jego pracy. Nie było też gilotyny, a jedynie prymitywna, prosta szubienica, przed którą stanęła przygnębiona rodzina skazanego i jego szlochająca kochanka. Stefan Maciejewski otworzył swoją skórzaną walizeczkę, wyjął z niej zawiązany już w pętlę i dobrze namydlony sznur i raz dwa powiesił Marcina Panka, szybciutko, żeby nie przedłużać.

Potem zainkasował 100 złotych (wyższy oficer wojska polskiego zarabiał wtedy 700 na miesiąc, nauczyciel 150 zł,  kat dostawał za miesiąc gotowości 400 złotych plus 100 od łebka), poprosił o ochronę, która miała eskortować go na dworzec i odjechał.

Kariera Stefana Maciejewskiego załamała się w 1932 roku. Miał on bowiem zwyczaj popisywać się swoim stanowiskiem i możliwościami, czynił to najchętniej po spożyciu dużych ilości alkoholu. Awantury, których był sprawcą i bohaterem, kończyły się w sądzie. Miejsce Maciejewskiego zajął niejaki Braun, który także robił „ujmujące wrażenie”.

Tajemnica zawodu

Po wojnie w Polsce nazwisko osoby (osób) wykonującej kary śmierci nie było publikowane w gazetach, znali je nieliczni (ja go nie znam). Słyszałem kiedyś tylko na poły anegdotyczną historię. Człowiek spokrewniony z moim znajomym wykonywał dość dziwny fach. W domu było wszystkiego pod dostatkiem, a on tylko co jakiś czas musiał wyjechać. Nikt nie wiedział dokąd, nawet najbliższa rodzina. Wracał po dniu lub dwóch, siadał w fotelu i czekał. Potem ktoś do niego dzwonił i on znowu wyjeżdżał. W rodzinie krążyła plotka, że człowiek ten jest katem. Nie wiadomo, jak było naprawdę, nie były to jednak czasy przedstawicieli handlowych i komiwojażerów przemierzających kraj wzdłuż i wszerz. To były lata siermiężnej komuny. Człowiek, który miał taką pracę, budził emocje i niezdrowe skojarzenia. Kim był naprawdę? Nie wiadomo.

Wiadomo natomiast, że żyje ostatni kat Republiki Francuskiej, urodzony 28 lutego 1921 roku
Marcel Chevalier, który przez wiele lat asystował tylko przy egzekucjach wykonywanych przez spokrewnionego z nim André Obrechta. Chevalier asystował przy 40 egzekucjach. Po czym po rezygnacji Obrechta sam zabrał się za tę niewdzięczną robotę.  Nadzorował dwie egzekucje: Jerome Carreina 24 stycznia 1977 i Hamida Djandoubiego 10 września tegoż roku w Marsylii. Była to ostatnia egzekucja w historii Francji.

Czy coś jeszcze wiadomo o tym niewdzięcznym zawodzie? Ależ tak – bardzo wiele. Wiadomo na przykład, że pamiętniki zmarłego w 1939 roku Anatola Deiblera sprzedano ostatnio za 100 tysięcy euro.

GM

Komentarze (5)

  • A. Waligórski "Szkoła katów"

    Przed wiekami w średniowieczu
    Z dawnych wiemy to traktatów
    W podkarpackim mieście Bieczu
    Utworzono szkołę katów

    Taka szkoła to unikat
    Bez najmniejszej konkurencji
    Na jej czele magnifikat
    Stał zamias magnificencji

    A że miły i wesoły
    Zawód kata był w tych czasach
    Przyjeżdżała więc do szkoły
    Studenterii cała masa

    Co dzień trwały tam zajęcia
    Intensywne niesłychanie
    Tu powiedzmy jakieś ścięcia
    Tam powiedzmy przypiekanie

    Ten świdruje, ów wyłupia
    Inny amputuje saczki
    Jeszcze inny się wygłupia
    Tak jak wszystkie w świecie żaczki

    Ale czasem rzedną miny
    Drżą najbardziej nawet dzielni
    Gdy nadchodzą egzaminy
    I kolokwia w tej uczelni

    Już profesor dał zadanie
    Z wdziękiem i z dezynwol
    KATarzyna 17:37 (02.04.2009)
  • Już profesor dał zadanie
    Z wdziękiem i z dezynwolturą
    - Student Dreptak - wasz skazaniec
    Ma się przyznać że jest kurą

    Stęka Dreptak, biedaczyna
    Co naprosi się i naklnie
    Ponaciąga, popodżyna
    Nim skazaniec wreszcie gdaknie

    Toteż żadne alleluja
    Bo docenci wybrzydzają
    Słabo - Dreptak, ledwie trója
    U Trypućki gość zniósł jajo

    Idą studia że aż warczy
    Przykładają się studenci
    Tu coś jęczy, tam coś charczy
    Ówdzie czka, gdzie indziej rzęzi

    Jedni już przy doktoratach
    Inni znów przy zaliczeniach
    A nowicjusz dziarsko zmiata
    Palce od nóg po ćwiczeniach

    Wreszcie dyplom, przydział pracy
    Pasowanie ostrzem miecza
    Ech rozpierzchną sie chłopacy
    Pójdą w świat z pięknego Biecza
    KATarzyna 17:38 (02.04.2009)
  • Lecz kat z katem - jak brat z bratem
    Zawsze katu kat pomoże
    Chatę znajdzie dlań i szatę
    Chleb, herbatę, miekkie łoże

    Kat da katu flaków makat
    Katamaran, Kaśkę, fiata
    A gdzie etat kata wakat
    Tam na etat pchnie kat kata

    Nas też wepchnął nasz przyjaciel
    Lecz żal mamy do faceta
    Bo kat w radiu na etacie
    To nie kat - lecz katecheta ;)
    KATarzyna 17:39 (02.04.2009)
  • Ja też dzisiaj bym TO zrobił z zimną krwią, bez szkody dla społeczeństwa.
    Niunieczek 11:33 (14.06.2009)
  • 'KATarzyna powiem że jestem pod wrażeniem.
    Masaro 10:18 (03.02.2010)
1-5 z 5

Na żywo

  • nie wiem mnie to nie szokuje

    Gość 22:20 (15.02.2011)

    Trumny i modelki

  • Właśnie... ubranie przeznaczone dla studenta, którego nie może kupić :D hahaha

    Gość 15:46 (15.02.2011)

    Ubiór dla studenta

  • co za bzdurny tekst!!! autor chyba nie doczytał czym jest aseksualność!!!!!

    Gość 00:31 (13.02.2011)

    Może właśnie ty jesteś aseksualny?

  • Autor: 1410

    Autor:Autor: Pilot

    Za złomowe F-16 mogliśmy wyposażyć nasze wojsko w MiGi.Jeżeli kaczory czują wstręt do Rosji,to można było zamówić samoloty w Szwecji lub we Francji,ale u Europejskiego producenta.Chodzi o możliwość remontów w pobliskich bazach..F-16 bez bazy remontowej, pójdą szybko na zlom.Dla PiS-u nawet gówno amerykańskie uchodzi za złoto.


    Tyle tylko, że wszystkie wymienione przez ciebie konstrukcje mają wady:
    - Gripen jest samolotem stosunkowo młodym i niedopracowanym (vide samoistne katapultowanie pilota podczas ostrego manewru)
    - Rafale, ta konstrukcja jest używana jedynie przez Francję. Dlatego też uzbrojenie jakie przenosi, nie poraża (chodzi tu o wymienność rodzajów broni-np. amerykanskich pocisków sidewinder lub amraam)

    Gość 23:33 (12.02.2011)

    MIG-29, najlepszy samolot Układu Warszawskiego

  • Autor: matewek


    hahahah odwarzny sie znalazl, jesli masz 100lat to ok zwracam honor. ale jesli masz od 10-30lat nie pisz ze jestges taki NIEUSTRASZONY bo sie zdziwisz


    Nie piszę, że jestem nieustraszony. Po prostu horrory nie wywierają na mnie zamierzonego przez ich twórców wrażenia. Nawet podczas oglądania horroru, który jest powszechnie uznawany przez fanów za film najwyższej klasy nie czuję napięcia, rosnącej dramaturgii, ani nie wczuwam się w pieczołowicie budowany nastrój. Zamiast tego znajduję wiele niedoróbek, albo kuriozalnych (w założeniu twórców pewnie nieziemsko strasznych) scen, które mnie po prostu bawią do łez. W sumie to może nawet trochę żałuję bo (jak twierdzą moi znajomi - fani horrorów) omija mnie niezła rozrywka i kawałek dobrego kina, ale cóż wychodzi na to że ten gatunek sztuki po prostu nie jest dla mnie.

    Polecam Ci Hostel. Ale... Wiadom 22:27 (11.02.2011)

    Najlepsze horrory według mistrza Scorsese

  • Autor: .

    ...Co w tym przyjemnego?


    Orgazm jest przyjemny. Albo coś z Tobą nie tak.

    Gość 11:30 (10.02.2011)

    Seks dla świętego spokoju

  • Autor: Gość

    Autor:Autor: Malina

    dziewczyna aka "Aśka" w tym artyule powinna dostac w glupi leb,bo rzeczy ktore wygaduje w tym reportazu to jakies wierutne bzdury.W zyciu na zywo nie miala okazji ogladac tych jakze pieknych stworzen,a rzuca pod ich adresem same oszczerstwa.Logicznym jest tez ze ptasznik nie wyjdzie z toalety tylko po to zeby ugryzc taka panne w zakłaczona dupe...wiadomo ze ptaszniki nie lubia nadmiaru wody,sa tez za czyste zeby lazic po zasranych gnojem rurach....Ludzie ktorzy maja nieuzasadniony lek wobec pajakow (a juz tym bardziej jesli nie mieli z nimi stycznosci) sa posmiewiskiem...



    malina to ty jestes posmiewiskiem i nienormalnym czlowiekiem, bo tylko taki moze pozytywnie wyrazac sie na temat hodowli pajakow - ptasznikow w domu. Jak pewnie wiesz - jak powinnas wiedziec - nie sa to bynajmniej domowe stworzenia i uzasadniony jest lek przed nimi. Zycze by to wlasnie ciebie taki jadowity ptasznik ugryzl w

    Anonymous 14:44 (09.02.2011)

    Po co ludzie hodują gady i pająki?

  • Jadowite węże? Przecież w Polsce nie można hodować jadowitych!!! Ten fakt tylko kity wciska, żeby ludzie mieli co czytać.

    Anonymous 14:42 (09.02.2011)

    Po co ludzie hodują gady i pająki?

  • Autor: anonim

    Duzo by o tym pisac...
    Mam 50 lat i wciaz lecze traumy powstale w dziecinstwie. Szkola, kolonie, rowiesnicy, dom rodzinny, molestowanie.
    Wtedy nie bylo psychologow itp w szkolach, nauczyciele z lapanki nieduoczeni z brakami dydaktycznymi wybierali sobie taka ofiare i dawali klasie jak na talerzu. Zwykle byla to osoba o ktora nikt sie nie upomnial, ktorej nikt nie obronil.

    zdziwisz się ale ale nadal nie ma żadnej pomocy i nauczyciele się nie zmienili, kur*** myślałem, że tylko ja mam takie przeżycia ale skoro jest o tym cały artykuł i większość rzeczy się zgadza... sam nie wiem czy się cieszyć, że nie jestem sam czy smucić, że nie jestem jakiś oryginalny... chociaż w sumie to nie powód do dumy ale wydaje mi się, że moje dzieciństwo to było piekło... ale chciałbym się uporać ze swoimi traumami przynajmniej tymi z dzieciństwa... a teraz jestem w liceum nie daje sobie rady wszystko się nawarstwia problemy

    Gość 23:18 (05.02.2011)

    Traumy z dzieciństwa

  • Wyglada to nieapetycznie. Takie akcje mozna promowac w inny, mniej razace oczy, sposob.

    ona 11:30 (05.02.2011)

    Towarzystwo Ochrony Zwierząt

Wcześniejsze komentarze