2009-04-08, 08:27 | Pieniądze + styl życia
Skandaliści czy artyści?
Casus Kosińskiego
Kilkanaście lat temu media ostro lansowały amerykańskiego pisarza polskiego pochodzenia Jerzego Kosińskiego. Była to nadzwyczaj dziwna i zagadkowa postać. W czasie wojny ukrywał się pod Sandomierzem, gdzie przechowali go polscy chłopi. Potem napisał o tym książkę zatytułowaną Malowany ptak, nie było tam jednak nic o tym, jak mały Jurek ocalał od śmierci w obozie koncentracyjnym. Wiele miejsca za to poświęcił Kosiński opisywaniu zwyrodnień i bestialstw, jakich dopuszczali się mieszkańcy tamtych okolic wobec niego i innych ukrywających się tam Żydów. Książka odbiła się szerokim echem, tak szerokim, że Kosiński został przewodniczącym amerykańskiego PEN-Clubu.
Nie był nim jednak długo, bo dwóch amerykańskich dziennikarzy zainteresowanych nagłą i dziwną nieco karierą emigranta zaczęło grzebać w jego życiorysie. Okazało się, że do napisania swojej najlepszej książki Kosiński zaangażował kilku zaprzyjaźnionych dziennikarzy, jego autorstwo było więc mocno problematyczne. Inne powieści, które próbował tworzyć, nie znalazły w ogóle uznania, poza jedną Wystarczy być, która została sfilmowana przez Jerzego Skolimowskiego. Po wejściu na ekrany filmu zarzucono Kosińskiemu plagiat - jego książka przenosiła w amerykańskie realia przygody znanego nam wszystkim Nikodema Dyzmy.
Dość dziwny jest także moment w życiu Kosińskiego, kiedy zmierza on wprost do willi Romana Polańskiego przy Cielo Drive. Była to owa feralna noc, kiedy mansonidzi wymordowali wszystkich obecnych tam ludzi. Tak się jednak złożyło, że Kosiński zgubił na lotnisku walizkę i nigdy tam nie dotarł. Opowiadał o tym później w telewizji wielokrotnie, jako o wyjątkowym wprost zbiegu okoliczności i szczęściu. Dzięki temu zbiegowi okoliczności przeżył i mógł zostać pisarzem.
W Polsce Kosiński zawsze był przedstawiany jako wielki artysta i pisarz dużego formatu, w programach telewizyjnych wypadał, jak prawdziwy guru. Był demoniczny, ruchliwy, demaskatorski i szyderczy. Jednak ktoś, kto choć raz wziął do ręki jego książkę i miał choć minimalne pojecie o literaturze, nie mógł mieć cienia wątpliwości – Kosiński był hochsztaplerem, bardzo pewnym siebie i bardzo bezczelnym. A może po prostu był niezrównoważony?
Oszust udający literata – przecież to nie mogło się udać; pisanie książek to benedyktyńska praca. Można udawać, że napisało się jedną książkę, ale trzeba napisać drugą, potem trzecią. Jedną z książek Kosińskiego, bodajże Kroki, można było kupić długo po jego śmierci na stoiskach z tanią książką. To było cos przedziwnego – publikacja wielkości dwóch pudełek po zapałkach opatrzona mnóstwem zdjęć bardzo złej jakości. Ktoś, kto zainwestował w to pieniądze, musiał mieć wiarę proroków.
Gdyby Kosiński był zdecydowany na robienie prawdziwej kariery, mógł zostać muzykiem albo poetą awangardowym; w tych profesjach kryteria oceny są płynne lub ich nie ma, człowiek zaprzyjaźniony z kilkoma krytykami, nawet jeśli z trudem stuka palcami po klawiaturze, może być krzyknięty geniuszem.
Jego śmierć była bardzo zagadkowa; znaleziono go nagiego w wannie z workiem foliowym na głowie. Sekcja wykazała także, że przed wejściem do wanny najadł się barbituranów. Od razu pojawiły się pogłoski, że Kosiński uprawiał w wannie asfiksjofilię i nie zdążył zdjąć z głowy worka. Pojawiły się też głosy, że ktoś pomógł Kosińskiemu przenieść się na tamten świat. Zwolennicy tezy o samobójstwie twierdzą, że nie mógł już żyć ze swoimi kłamstwami i wybrał śmierć.
Nudny jak Oscar Wilde
Kiedy człowiek bierze do ręki Bajki Oscara Wilde’a, ma wrażenie, że napisała je stara ciotka. To są niemożliwie ckliwe historie o żelaznych pomnikach, którym pękają stalowe serca na widok martwych ptaszków i temu podobne rzeczy. Nie twierdzę, że to złe, ale przyjmijmy właściwą miarę. Geniusz tego nie napisał. Kiedy patrzymy na zdjęcie Oscara Wilde’a, widzimy obrzmiałą twarz znudzonego filistra, który domaga się braw i hołdów od wszystkich dookoła.
Bezwład, jaki emanuje z tego człowieka, wyjaśniać może jak to się stało, że dobiegając czterdziestki dał się uwieść jakiemuś szczeniakowi. Lord Paradox – to tytuł pretensjonalny i dodany do Wilde’a na wyrost, no bo kto dziś grywa jeszcze jego sztuki i kto by wytrzymał w teatrze choć pół godziny na czymś takim? To potworne nudy, nie do przełknięcia. Najbardziej znana powieść Wilde’a – Portret Doriana Graya to historia, w której mógłby wystąpić dziś Chuck Norris, gdyby się ogolił.
Od razu powiem, że żal mi Oscara Wilde’a. Pewność siebie i nie wiadomo skąd wzięte przekonanie, że Londyn XIX stulecia to to samo, co Ateny V wieku przed naszą erą doprowadziły tego przeciętnego pisarza o mocnej pozycji towarzyskiej do sali sądowej, a potem do więzienia. Więzienia epoki wiktoriańskiej były zakładami penitencjarnymi z prawdziwego zdarzenia. Oznacza to że odbywano tam karę, a nie wypoczywano na zajęciach w podgrupach. Wilde został skazany na 2 lata więzienia za homoseksualizm, który był w Wielkiej Brytanii karany jeszcze po II wojnie światowej. Zakład, w którym przebywał pisarz był do tego jeszcze miejscem, gdzie resocjalizowano przez pracę, bardzo ciężką pracę. Po wyjściu stamtąd Wilde był już tylko cieniem, nie miał pieniędzy, a przyjaciele, w tym kochanek, przez którego trafił za kratki, opuścili go na zawsze. Wyjechał do Paryża i tam zmarł w nędzy i zapomnieniu. Z jego dzieł nie zostało nic lub prawie nic.
Filmy nie robią się same
Nigdy nie mogłem zrozumieć dlaczego Romana Polańskiego nazywa się wybitnym reżyserem. Podejrzewam, że w grę wchodzi urok osobisty pana Polańskiego, którego niestety doświadczyć można jedynie w bezpośredniej bliskości mistrza, a ta nie była mi dana. Filmy Romana Polańskiego są to obrzydliwie statyczne produkcje, z zadęciem na wielką sztukę. Szczytem wyrafinowania jest tam facet przebierający się kobietę (sam Polański w Lokatorze). Jeśli ktoś ma lat naście to może się trochę pośmiać na filmie Nieustraszeni łowcy wampirów, ale ile można się z tego śmiać? Wynoszona pod niebiosa produkcja zatytułowana Nóż w wodzie jest atrakcyjna właściwie z jednego powodu. Powód ów zmarł niedawno, a nazywał się Leon Niemczyk. W czasach kiedy ludzie odliczali czas od kampanii buraczanej do wykopków pojawił się w kinie obraz, gdzie mężczyzna wygląda jak amerykański gangster, albo przynajmniej biznesmen z prawdziwego zdarzenia, a nie jak worek kartofli, na którym ktoś przypadkowo położył czapkę. To Niemczyka ludzie chcieli oglądać w tym filmie i to on zrobił film Polańskiemu.
Intryga Noża w wodzie jest do niczego, jest to nieprawdziwa od początku do końca historia będąca projekcją marzeń młodzieńców bez pieniędzy, którym się wydaje, że pod nieobecność bogatego męża zerżną jego znudzoną żonę, a stanie się to tylko dzięki ich urokowi osobistemu. Każdy facet w tym kraju snuł takie marzenia i to samo przydarzyło się zapewne Polańskiemu gdzieś w tamtym czasie. To chwytliwe, ale trywialne. Żona w tym filmie wcale nie jest Niemczykiem znudzona, przeciwnie, dobrze się bawią, a młodzieniec zabrany przez nich na łódkę jest intruzem i przeszkadza. Właściwie film powinien być o tym, jak oboje go mordują i topią trupa z kamieniem u szyi, a potem szczęśliwi wracają do domu. Wtedy mielibyśmy kawałek dobrego kina a la Lars von Trier.
O takich produkcjach, jak Gorzkie gody trudno nawet wspominać. To jest żałosne. „Spostrzeżenia pana Henia” – takim skrótem oddać by można głębię tego filmu. Jeden z najwybitniejszych podobno filmów Polańskiego, Chinatown, obejrzałem dawno temu jako dziecko. Starszy pan, który zrobił dziecko własnej córce wydawał mi się wtedy szczytem potworności, umieszczenie takiej postaci w filmie było dla mnie dowodem na to, że reżyser nie boi się penetrować najciemniejszych zakątków ludzkiej duszy. Miałem może ze 12 lat. Kiedy obejrzałem ten film jako człowiek dorosły, nie mogłem zrozumieć o co w ogóle chodzi, dlaczego Polański poranił nos Nicholsonowi? Dlaczego Faye Duneway ciągle płacze i kto to jest ten starszy gość przypominający buldoga? Przede wszystkim zaś nie mogłem pojąć, dlaczego to się ciągnie prawie dwie godziny.
Najbardziej dynamiczną sceną w twórczości Romana P. była defilada hitlerowców tłukących podkutymi butami w bruk ulicy Nowy Świat w filmie Pianista. Strach pomyśleć, co jeszcze może Polański nakręcić i czym go za to nagrodzą. Może jednak to wszystko jest nieważne? Może liczy się tylko urok osobisty?
Gość
Komentarze (68)
dokształć się lepiej GM...reżyserem tego filmu jest Hal Ashby./kardynalna pomyłka/
Pomyśl zanim napiszesz