2009-04-14, 07:01 | Margines
Zbrodniarze z lektur szkolnych
Wawrzon is the best!
Każdy, kto odwiedził choć raz muzeum Henryka Sienkiewicza mieszczące się małym dworku w Woli Okrzejskiej, musiał zwrócić uwagę na skromną ludową rzeźbę przedstawiającą wąsatego mężczyznę uzbrojonego w siekierę. Dzieło to, może nieco naiwne, przedstawia najbardziej złożoną postać polskiej literatury – Wawrzona Rzepę. Bohater ów występuje w nowelce Henryka Sienkiewicza zatytułowanej Szkice węglem.
Pozornie Wawrzon nie może budzić niczyjej sympatii, jest on bowiem niepiśmiennym i biednym jak nieszczęście chłopem, którego jedynym dobrem są piękna żona i ostra siekiera. Życie Wawrzona ułożyłoby się może zwykłym dla niepiśmiennych rolników mieszkających nad środkową Wisłą trybem, gdyby na jego drodze nie stanął niejaki Zołzikiewicz. Typ ten to wioskowy urzędnik, który z ramienia zaborczej władzy egzekwuje chłopskie powinności. Jest także Zołzikiewicz pisarzem gminnym i wszystkie ważne sprawy niepiśmiennych rolników lub bezrolnych załatwiane są przez niego.
Na nieszczęście dla naszego Wawrzona Zołzikiewicz szczególnie chętnie załatwia sprawy Wawrzonowej żony. Nie jest to rzecz, którą dałoby się ukryć i Wawrzon, choć małomówny z natury, ostrzega żonę i Zołzikiewicza przed podejmowaniem pochopnych decyzji. Jednak ta świnia Zołzikiewicz jest pewien swego i nagabuje żonę Rzepy, jakby była młódką do wzięcia. A przecież Wawrzon mu mówił! Żona zaś, jak to żona, chce mieć swoje zdanie i współdecydować o wypadkach. Niestety jak w wielu innych przypadkach, także i w tych opisanych w naszej nowelce nieopatrzne i błędne decyzje kobiety rujnują życie wszystkim dookoła. Zołzikiewicz mianowicie wymyślił sobie, że jeśli wyśle naszego bohatera w sołdaty, to będzie mógł bezkarnie spać z jego żoną. Żona zaś wymyśliła, że jeśli (ach te kobiety) odda ciało swe Zołzikiewiczowi, to jej mąż w sołdaty nie pójdzie. Mało tego: jak wymyśliła, tak uczyniła. Nie ma łatwiejszej rzeczy jak rozpoznanie, czy kobieta zdradziła męża czy nie. Może zrobić to nawet niepiśmienny i pozbawiony morgów chłop. Tak też się stało.
Wawrzon dość szybko zorientował się, jakie głupstwo palnęła jego ślubna, zorientował się też, że apetyt Zołzikiewicza będzie rósł w miarę jedzenia, a on – Wawrzon Rzepa – nie uniknie marszu w czworoboku carskich grenadierów. Postanowił więc Wawrzon działać i miast spędzać dnie na ćwiczeniu musztry gdzieś w garnizonie na Powołżu, wybrać się na wycieczkę w niedostępne ostępy Syberii. Do rozwiązania swoich zawiłych rodzinnych problemów zabrał się od razu.
Jak już powiedzieliśmy, jego drugim po żonie dobrem była siekiera. Wawrzon, choć nie był drwalem, posługiwał się tym narzędziem z wprawą zawodowca. Bez niepotrzebnych wstępów wszedł do chaty Zołzikiewicza i nie mówiąc ni słowa rozszczepił bydlaka na dwoje, podobnie uczynił ze swoją niewierną żoną, aby i inne kobiety we wsi wiedziały, że nie warto podejmować decyzji w tych chwilach, kiedy należy ona do męża i tylko do męża. Potem zasiadł nasz bohater w swej, wysprzątanej jeszcze przez nieboszczkę żonę, chacie i czekał aż przyjdą po niego żandarmi. No i jak tu nie sympatyzować z Wawrzonem! Jedyny bohater szkolnej lektury, który miał jaja, nie przeżywał idiotycznych dylematów, nie hamletyzował i nie użalał się nad sobą. Po prostu zrobił, co do niego należało. Wawrzon is the best!
Wesołe przygody Raskolnikowa
Z bólem wyznać musimy, że śródtytuł powyższy nie jest naszego autorstwa. Bolejemy na tym, bo to znakomita rzecz. Przeczytaliśmy kiedyś to zdanie w starym numerze miesięcznika Machina, jeszcze zanim pismo to stało się tym, czym jest dzisiaj. Serdecznie gratulujemy autorowi tego pomysłu.
Raskolnikow, młody student z powieści Fiodora Dostojewskiego Zbrodnia i kara jest człowiekiem przepełnionym idealizmem. Raskolnikow chce zmieniać świat i w dodatku zmieniać go na lepsze. Nic tak nie przydaje się w tych poczynaniach, jak porządnie naostrzona siekiera. Jak bowiem inaczej można wyeliminować ze zdrowej społecznej tkanki pasożyty i istoty szkodliwe z natury? Koniecznie trzeba użyć do tego siekiery.
Raskolnikow, który jest młodzieńcem delikatnym i nie pozbawionym dobrych manier, nie potrafi się jednak posługiwać tym narzędziem. Dlatego długo zastanawia się zanim pozbawi życia znienawidzoną lichwiarkę, która ssie krwawicę ze wszystkich wokół, z istot szlachetnych, dobrych i godnych szacunku, których jedynym grzechem jest to, że nie mają pieniędzy. Czy możliwe jest, by świat istniał, kiedy tylu ludzi cierpi wokoło? Oczywiście, że nie. Trzeba to koniecznie naprawić. No i Raskolnikow naprawia.
Ubrany z cylinder, z krótką siekierką za pazuchą wkracza do mieszkania lichwiarki i załatwia sprawę. Śledczy, który próbuje mu później wyjaśnić błędy w rozumowaniu natrafia na mur zbudowany z naiwności, infantylizmu i gorzkiej, ruskiej zawziętości. Nie rozumie bowiem Raskolnikow czynu, który popełnił i upiera się, że nie zamordował człowieka, a jedynie wesz. Przez swój upór i negację okoliczności, wynikającą z tego, że karmi się złudzeniami, zasługuje Raskolnikow na dużo mniejszy szacunek niż Wawrzon Rzepa.
Jam jest Azja syn buchaltera!
Azja Tuhajbejowicz nie posługuje się w ogóle siekierą, co może być pewnym zaskoczeniem dla uważnych czytelników prozy szkolnej. O wiele lepszą rękę ma Azja do noża. Lubi to narzędzie i wkłada wiele serca w doskonalenie umiejętności posługiwania się nim. Scena, w której powolutku, smakując każdą sekundę, rozpina Azja haftki żupana pana Nowowiejskiego, a następnie równie wolno podcina mu krtań i słucha jak konający rzęzi i charczy, jest na to dowodem. Ma również Azja dobrą rękę do szabli; rozcinanie na dwoje i rozłupywanie czaszek idzie mu równie sprawnie, jak podrzynanie gardeł.
Niestety, my nie mamy serca dla ludzi gwałtownych i pozbawionych przy tym wyobraźni. A taki jest właśnie Azja. Nasza sympatia jest zdecydowanie po stronie zimnych zabójców, którzy oszczędnymi środkami, bez specjalnego dramatyzmu pozbywają się swoich przeciwników. Azja zaś to świr, wariat egzaltowany, któremu wydaje się, że nic złego spotkać go nie może. Złudzeniem tym żyje on bardzo długo. Żeby wywrzeć zemstę, pali wioski i miasteczka, zabija kobiety i dzieci, te zaś, których jego ludzie nie zdołali zabić sprzedaje w niewolę. Jest przy tym bardzo nieprecyzyjny, bo jego zemsta dosięga głównie słabszych od niego czyli tych, którzy i tak mu nie zagrażali, w spokoju zaś pozostawia młody Tuhajbejowicz osobników, których powinien wykończyć od razu, czyli najgroźniejszych.
Zamiast pozbyć się młodego Adama Nowowiejskiego zabija jego starego ojca, a siostrę zaś sprzedaje w niewolę. Przypieczętowuje tym samym swój własny los. Nie ma bowiem miejsca na Ziemi, które byłoby schronieniem dla takich typów jak on. Jeśli ktoś rozlewa krew dookoła, nie odmierzając jej miarą swojego cierpienia, musi spotkać go zasłużona kara. Adam Nowowiejski – jedna z najpiękniejszych postaci polskiej literatury słusznie uczynił to, co uczynił.
Nie można bowiem traktować ulgowo osobników grających w takich emocjonalnych rejestrach, jak Azja. Pal mu się należał. Nie pomogły mu czambuły wiernych jak psy Tatarów, przed sprawiedliwą zemstą nie ma bowiem ucieczki. Pozostaje Azja ciągle najbardziej odrażającą postacią polskiej literatury, brzydką ze względu na upusty swoich chorych emocji, których nie dało się niczym powstrzymać. Niestety nie ma w tym nic śmiesznego i nie mamy na tę chwilę zabawnej pointy, która rozbawiłaby czytelnika, ale może ta powyżej skłoni kogoś do przewertowania kilku zapomnianych książek? Kto wie?
Współpraca - KŁ
Gość
Komentarze (2)
Trzeba by petycję jakąś zrobić, żeby tego GM stąd wywalić bo człowiek wpada tu i jak artykuł się z tytułu i tematu wydaje ciekawy, to się okazuje, że to kolejna chała tego tu...