2009-04-14, 08:16 | Pieniądze + styl życia
Zmarli wiecznie żywi
Elvis wiecznie żywy
Umierając, Elvis Aron Presley miał 42 lata, duży brzuch i opuchniętą twarz. Zadarł z większością liczących się bossów mafijnych w USA i był im winien pieniądze za narkotyki. Żeby wytrzymać tempo życia, brał środki pobudzające. Brał ich tyle, że nie potrafił już bez nich żyć. Do tego obżarstwo, gargantuiczne i nie do opanowania. Nie wiadomo, na co zmarł człowiek, który sprzedał ponad miliard płyt ze swoimi piosenkami. Oficjalnie mówi się o ataku serca, ale nikt tak naprawdę w to nie wierzy. Protokół sekcji Elvisa ujawniony zostanie w 2027 roku; być może wtedy coś zostanie wyjaśnione. Po śmierci i kremacji zwłok Elvisa Presleya od razu rozeszły się plotki, że jego śmierć i pogrzeb były sfingowane. Król nie umarł bowiem, a zamiast niego skremowano jego brata bliźniaka. Nikt jakoś nie pamiętał, że brat bliźniak Elvisa urodził się już martwy, ponieważ tak uwielbiana przezeń matka nadużyła przed porodem alkoholu. Swoją drogą ciekawe, kim by się okazał ten drugi Elvis, gdyby naprawdę się urodził i dorastał w zdrowiu.
Plotkę o bracie bliźniaku przyćmiła wkrótce inna - o tym, że na nagrobku nie ma prawdziwego nazwiska Presleya, bo drugie imię – Aron jest tam napisane z dwoma literami „a” – Aaron. Dla fanatycznych fanów był to dowód, że zabobonny za życia artysta postanowił sfingować własną śmierć, ale – by nie kusić losu – nie umieścił na płycie nagrobnej prawdziwego nazwiska. Nikt jakoś nie pomyślał, że imię Aron można pisać na dwa sposoby, z jedną lub z dwoma literami „a”.
W czasie uroczystości pogrzebowych, przed kremacją zauważono, że zmarły jest znacznie szczuplejszy od żywego Elvisa, który cierpiał na chorobliwą otyłość. Uznano to za kolejny dowód na to, że śmierć króla to blef. Potem okazało się, że ktoś widział Elvisa kupującego na lotnisku bilet do Argentyny na nazwisko John Burrows. Pozostaje jeszcze wyjaśnić, dlaczego Elvis zrobił to wszystko, dlaczego sfingował własną śmierć i wyjechał za granicę. Chodziło oczywiście o współpracę z agencjami rządowymi zwalczającymi handel narkotykami. Elvis pomagał w rozpracowywaniu grubych ryb narkobiznesu.
We wszystkie te konfabulacje wierzą do dziś fani Presleya i nie przychodzi im do głowy, że urodzony w 1935 roku artysta miałby dziś 74 lata i gdyby żył, z pewnością ujawniłby się choćby po to, by podreperować nieco swój budżet. Dla fanów nie ma to jednak znaczenia – Elvis żyje i jest wciąż młody, bo oni tego pragną.
Największa tajemnica Witkacego
17 września 1939 roku nieopodal miejscowości Wielkie Jeziora na Polesiu popełnił samobójstwo Stanisław Ignacy Witkiewicz, dramaturg, malarz, filozof, jeden z najbardziej wybitnych i oryginalnych ludzi, jacy urodzili się i pracowali w Polsce. Witkacy wyruszył z Warszawy na wschód w towarzystwie swojej ostatniej wielkiej miłości, Czesławy Oknińskiej. Decyzję o samobójstwie podjął 17 września zaraz po tym, jak dowiedział się o inwazji Rosjan na Polskę. Wraz z Czesławą Oknińską wyruszył na długi spacer wiodący do serca sosnowych borów otaczających majątek Wielkie Jeziora. Po kilku godzinach do dworu wróciła sama Oknińska pod wpływem narkotyków. Powiedziała, że Witkacy otworzył sobie żyły i zmarł, a ona połknęła śmiertelną dawkę narkotyków, ale popiła je wodą z kałuży i prawie natychmiast zwymiotowała. Po zrelacjonowaniu tych makabrycznych wypadków Oknińska zemdlała i nie mogła przebudzić się z ciężkiego narkotycznego snu przez kilka dni. Kiedy doszła do siebie, okazało się, że jest już po pogrzebie Witkacego. Po wojnie Czesława Oknińska twierdziła, że widziała grób, w którym spoczął Witkacy.
Podobno trupa artysty widział syn właścicieli dworu, gdzie artysta i jego ostatnia muza znaleźli schronienie. Nie można być tego jednak całkowicie pewnym, bo twierdził on, że Witkacy nie podciął sobie żył na przegubach, tylko za pomocą brzytwy otworzył tętnicę szyjną. Nikt więcej nie przyznał się do tego, że widział zwłoki Witkiewicza.
Witkacy uwielbiał prowokować i do swoich wielopiętrowych mistyfikacji wciągał całe otoczenie. Miał na przykład w zwyczaju rozdawać znajomym zaklejone koperty, w których znajdowały się kartki pocztowe zaadresowane do innych znajomych. Prosił, by kartki te wysłano, na przykład w roku 1950. Podobno istnieją kartki podpisane przez Witkiewicza, które zostaną wrzucone do skrzynek pocztowych w roku 2010 i później.
Na początku lat pięćdziesiątych kartkę taką dostała niejaka Zuza, mieszkanka Zakopanego, którą Witkacy uwiódł przed wojną. Była ona narzeczoną miejscowego fryzjera, ten z kolei groził Witkiewiczowi amputacją organów płciowych, czego miał dokonać za pomocą brzytwy. Na szczęście sprawa rozeszła się po kościach. Na kartce, którą otrzymała Zuza skreślone były ręką Witkacego słowa następujące: ratuj, jestem u kresu… Nikt nie wie, kto tak naprawdę wrzucił tę kartkę do skrzynki. Jest to pierwszy ślad sugerujący, że Stanisław Ignacy Witkiewicz przeżył wojnę i ukrywał się gdzieś w Polsce.
Drugim była wizyta zamieszkałej tuż po wojnie w Łodzi Czesławy Oknińskiej w gabinecie dentysty, który leczył popsute zęby Witkacego jeszcze przed wojną. Artysta zamówił u niego sztuczną szczękę, której nie zdążył odebrać przed ucieczką z Warszawy. W roku 1946 odebrała ją Czesława Oknińska. Po co to zrobiła?
Kolejnym śladem mistyfikacji jest wizyta Oknińskej w warszawskim salonie Desy. Kobieta przyniosła tam - już w latach 60-tych - kilka rysunków sygnowanych przez Witkacego. Były to jej portrety, przedstawiały ją, kiedy była młoda. Miała na tych obrazkach może około 30 lat. Kiedy próbowała sprzedać dzieła, była już 60-letnią kobietą. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie sprawdzona informacja, że sprzedane wtedy portrety spaliły się w czasie Powstania Warszawskiego w mieszkaniu Oknińskiej. Byłyby więc to repliki narysowane przez żyjącego artystę, który zarabiał na życie rysowaniem antydatowanych, własnych dzieł?
Zwolennicy tej teorii twierdzą, że Witkacy żył i mieszkał w Łodzi. Zmarł w 1968 roku i został pochowany po kryjomu pod dębem w miejskim parku.
Hitler wiecznie żywy
W stwierdzeniu, że wódz III Rzeszy żyje i ma się dobrze, nie ma żadnej sensacji. Wielu ludzi wierzy w to święcie i za tę wiarę gotowi byliby się dać poćwiartować. Jedna z wersji wydarzeń, które rozegrały się w Berlinie w początkach maja 1945 roku mówi, że Adolf Hitler i Ewa Braun próbowali uciec z bunkra pod kancelarią Rzeszy i zostali schwytani przez żołnierzy radzieckich. Ponoć Stalin kazał oboje uwięzić w tajnym ośrodku badawczym pod Moskwą. Pierwsza umarła Ewa, a Hitler, mimo że dużo od niej starszy, przeżył swą żonę o kilkanaście lat. Podobno przeżył także samego Stalina. Zmarł śmiercią naturalną lub został otruty na polecenie Chruszczowa; zdania co do jego ostatecznego końca są podzielone.
Inna wersja mówi, że Hitler uciekł do Ameryki Południowej, zaś w leju po bombie nieopodal kancelarii Rzeszy znaleziono zwęglone zwłoki sobowtóra Hitlera, Gustawa Welera. Sam Hitler zaś zamieszkał w Argentynie i żył tam do lat pięćdziesiątych.
Zakładając zaś, że Hitler jednak zginął, i tak nie wiadomo dokładnie, jak wyglądały ostatnie godziny jego życia. Jedna z wersji mówi o tym, że przegryzł on ampułkę z cyjankiem, równocześnie strzelając sobie w usta. Ewa Braun popełniła samobójstwo używając samego cyjanku. Rosjanie próbowali ukryć informacje o takiej wersji śmierci Hitlera, bo strzał w usta oznaczałby, że Hitler – postać godna najwyższej pogardy – był jednak człowiekiem odważnym.
Wiele wskazuje jednak na to, że wódz III Rzeszy nie zastosował cyjanku, aby wybrać się na tamten świat. Ponoć Himmler dostarczył mu ampułki z kwasem pruskim, który był o wiele skuteczniejszy, ponieważ powodował zgon już w chwili dostania się do dróg oddechowych. Cyjanek, żeby zadziałać, musiał znaleźć się w żołądku. Zastanawiające jednak jest to, że sam Himmler nie połknął ampułki z kwasem pruskim, ale użył cyjanku potasu właśnie. Zagadek i niedomówień jest w tej sprawie nieprzebrane mnóstwo.
Warto jednak zastanowić się, po co nam takie legendy. Czy nie lepiej byłoby położyć do grobu na zawsze Elvisa, Witkacego i Hitlera, a także innych znanych, sławnych i wielkich i zająć się swoimi sprawami? Chyba nie, bo każdy z nas nosi w sobie głęboką potrzebę uczestniczenia w jakiejś tajemnicy i przeżywania jej ciągle na nowo.
Gość
Komentarze (41)
a chvj z Tupaciem...nawet nie ma co porównywać do takich jak Witkacy