2009-04-16, 08:09 | Pieniądze + styl życia
Największa herezja naszych czasów
Oto za panowania Hajle Sellasje grupa zagranicznych dziennikarzy zaproszona zostaje na konferencję prasową do pałacu. Tam reporterzy oczekują na audiencję, między nimi jest Ryszard Kapuściński. Jednak wszystko się przedłuża, bo jeden z urzędników czegoś tam nie dopatrzył i zdenerwowany cesarz chce wyciągnąć z tego faktu jakieś konsekwencje. Można się domyślać, jakie to mogą być konsekwencje na absolutystycznym dworze – dwa tygodnie o chlebie i wodzie w celi bez okien to wyraz łaski pańskiej, bo można trafić do takiej celi na resztę życia w dodatku bez chleba i wody. Winny zaniedbania urzędnik jest przerażony, ale jeden z reporterów bierze w obronę niefartownego dostojnika i sprawa rozchodzi się po kościach. Ryszard Kapuściński jest jedynie obserwatorem tej sceny.
Po wielu latach, po upadku monarchii, tenże Kapuściński błąka się po ulicach Addis Abeby, dookoła panuje chaos, wszędzie pełno żołnierzy generała Mengistu, komunistycznej kukły, która przy pomocy Rosjan zrzuciła cesarza z tronu. Żołnierze rewidują każdego, kto wyda im się podejrzany, bywa że wywożą ludzi za miasto i tam rozstrzeliwują. Nikt nie może się czuć bezpiecznie, a już najmniej dawni dworscy dostojnicy. W całym tym zamieszaniu, o zmierzchu, Kapuściński trafia na owego pechowego urzędnika, który niegdyś nie przygotował z należytą starannością konferencji prasowej. Ten, choć reporter z Polski był tylko jednym z wielu obecnych tam dziennikarzy, poznaje go natychmiast i po krótkich namowach zgadza się na zaaranżowanie spotkań z innymi dworskimi urzędnikami, którzy przeżyli rewolucję i ukrywają się przed czerwonym terrorem. Oni właśnie opowiadają ochoczo Kapuścińskiemu o tym, jak to drzewiej bywało i jak się pracowało u Hajle Sellasje. Urocze, prawda? Ktoś wierzy w tę historię? Jeśli tak, to gratuluję przenikliwości.
Legenda Kapuścińskiego wyrosła wokół twierdzenia, że podniósł on reportaż do rangi sztuki. Wypowiadano tę frazę takim tonem, jakby nie istniał nigdy Hemingway, jakby nie istniał Egon Erwin Kisch i inni wielcy reporterzy, którzy starali się pisać prawdę. Istniał tylko Kapuściński, geniusz, kandydat do nagrody Nobla i prorok. Nigdy mnie to nie brało i nigdy nie potrafiłem uwierzyć w szczerość tych haseł.
Ostatecznie przekonałem się, że Kapuściński nie jest ani pisarzem ani reporterem, kiedy zaczął on wydawać swoje Lapidaria. Miałkość i tandeta tych rzekomych przemyśleń rzuca się w oczy od razu. Kapuściński nie znał się na niczym lub prawie na niczym. Być może rozumiał, o co chodzi w polityce, kiedy podróżował po świecie, ale potem przestał rozumieć cokolwiek, bo zwyczajnie nie miał dostępu do takich informacji, jakie były jego udziałem w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Lapidaria to bełkot człowieka odstawionego na boczny tor, który próbuje ratować miesięczny, domowy budżet wymyślając jakieś bzdury na temat tego, co się akurat pisze w zagranicznych gazetach.
A potem była książka Witolda Beresia i Krzysztofa Brunetko o Ryszardzie Kapuścińskim pod tytułem Nie ogarniam świata. A dlaczego to niby Ryszard Kapuściński miałby ten świat ogarniać? Jest tak wielki i przenikliwy, że udało mu się to, co nie udawało się tylu innym znacznie większym od niego? Pretensjonalny tytuł pretensjonalnej chałtury udającej książkę.
Na koniec słów kilka o Podróżach z Herodotem. Budowanie paraleli pomiędzy własną reporterską działalnością a dokonaniami starożytnego historyka nie świadczy o tym, co najmocniej podkreślają apologeci Kapuścińskiego – o skromności tego autora. Poza tym trzeba nie mieć doprawdy żadnego wyczucia promocyjnego, żeby sprzedawać tę książkę jako „opowieść o starożytnym reporterze”.
2345
Komentarze (651)
Czlowieku przeczytaj Kapuścińskiego w całości i zastanów się jeszcze raz nad swoją opinią. A jeśli nie zmienisz zdania, co do jego twórczości to przynajmniej bądź bardziej powściągliwy w formułowaniu wniosków. Apeluję o dziennikarski obiektywizm :)