2009-04-20, 08:08 | Pieniądze + styl życia
Państwo to ja!
Zacznijmy od człowieka, który jest nam najbliższy (fizycznie), czyli Aleksandra Łukaszenki. Ani jego matka ani nawet najstarsi Indianie nie wiedzą kto i gdzie spłodził aktualnego prezydenta Białorusi. W tej sytuacji mały Oluś był tępiony w szkole i zapewne przez to postanowił, że kiedyś będzie wielkim panem i wszystkich urządzi. Mimo mizernego pochodzenia udało mu się uzyskać dyplom nauczyciela historii, nauk społecznych i ekonomii. Karierę zaczynał w KGB, później został dyrektorem sowchozu. W wieku 36 lat wybrano go do Rady Najwyższej Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Jako ostatni sprawiedliwy walczył przeciwko rozwiązaniu ZSRR. Od lipca 1994 roku pełni urząd prezydenta Białorusi. Dziwnym zbiegiem okoliczności od tego momentu w kraju rozpowszechniły się zniknięcia polityków, działaczy i dziennikarzy opozycyjnych. Mimo że przyjaźni się tylko z Rosjanami, zawsze broni pokrzywdzonych, niezależnie od narodowości. Wstawiał się m. in. za Slobodanem Miloševiciem i Saddamem Husajnem, któremu chciał udzielić azylu na Białorusi, kiedy napadli go Amerykanie.
Na odległej, egzotycznej Kubie, rozbójnicy wysokiej rangi wiodą żywot równie wesoły jak Łukaszenka. Co prawda Fidel Castro w sierpniu 2006 roku po trzydziestu latach szlachetnie zrzekł się władzy i przekazał koronę, berło i jabłko swemu bratu Raulowi, jednak nikt chyba nie wątpi, że co jakiś czas wtrąca swoje trzy grosze (a raczej peso) do decyzji głowy państwa.
W roku 1952 niejaki Fulgencio Batista przeprowadził zamach stanu na Kubie i został dyktatorem. Fidel Castro nie był jego fanem, przygotował więc partyzantkę, z którą pierwszego stycznia 1959 roku obalił Batistę. Został premierem, znacjonalizował przemysł i banki na Kubie, skonfiskował majątki amerykańskich przedsiębiorstw i obywateli, a następnie ziemie Kubańczyków, po czym zawarł sojusz z ZSRR. Ciekawsze akcje z jego życiorysu (pomijając powszechnie znaną inwazję w Zatoce Świń i Kryzys Kubański) to wspieranie ugrupowań komunistycznych w krajach Trzeciego Świata czy ustanowienie wyborów do parlamentu nie dla opozycji. W latach 90 – tych Fidelowi zmiękła rura i podpisał porozumienia handlowe, m. in. z Unią Europejską, co trochę pomogło kubańskiej gospodarce.
Kim Ir Sen – były pan i władca Korei Północnej w roku 1980 przekazał władzę synowi – Kim Dzong Ilowi. Ten jednak mógł zacząć prawdziwą zabawę dopiero po śmierci ojca, w roku 1994. Wiedza Zachodu na temat Koreańskiej Republiki Ludowo – Demokratycznej jest stosunkowo niewielka. Jest to spowodowane ogromną izolacją kraju oraz szczegółową kontrolą przepływu informacji. Mimo tego można przedstawić kilka mądrych faktów. Bardzo ciekawie wygląda obsada najważniejszych stanowisk w państwie. Oficjalnie funkcję prezydenta Korei wciąż pełni nieżyjący Kim Ir Sen, nie bez powodu zwany wiecznym prezydentem. Premierem jest niejaki Kim Yong – il, ale to Kim Dzong Il, syn Kim Ir Sena jest głową państwa i dysponuje całą władzą. Pełni on funkcje sekretarza generalnego Partii Pracy Korei, przewodniczącego Komisji Obrony Narodowej i głównodowodzącego Koreańskiej Armii Ludowej. Ten niewielki kraj utrzymuje ponadmilionową armię, jedną z największych na świecie. Przeznacza się na nią ok. 1/3 całego budżetu państwa. Obywatele amerykańscy mają całkowity zakaz wstępu na terytorium Korei.
Ostatnio dość często pojawiają się pogłoski o śmierci Kim Dzong Ila czy też o zastępowaniu go przez sobowtórów. Ten jednak jak na złość wciąż daje sobie radę, krótko po donosach o zgonie pojawia się publicznie. Ostatnio mianował swoim następcą syna urodzonego w 1983 roku.
Ostatnim wielkim gangsterem politycznym, o którym należy wspomnieć, jest Saddam Husajn. W latach 50 – tych dwukrotnie przygotował nieudane zamachy, na króla i na premiera. Uwięziony w roku 1964, po trzech latach uciekł z więzienia. Dzięki kolejnym zamachom, w roku 1973 został dowódcą sił zbrojnych, a sześć lat później – prezydentem. Bronią chemiczną uspokoił Iran, w uspokojeniu Kuwejtu przeszkodzili mu Amerykanie pod flagą ONZ. Ze specyficzną finezją uciszał powstania szyitów i Kurdów. Przeciwnikom politycznym składał propozycję nie do odrzucenia. W referendum z roku 2002 oczywiście 100% Irakijczyków wyraziło swoje poparcie dla jego rządów. Nie doczekał Sylwestra – stracono go 30 – go grudnia 2006 roku. Przyczynił się do tego przede wszystkim George W. Bush – wielki niedoceniony pośród dyktatorów współczesnego świata, który odwiedził Saddama w sprawie broni, której nie było.
Gość
Komentarze (1)